Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

23.10.2013
środa

Wrocław, miasto spotkań i innych mitów

23 października 2013, środa,

Lubię Wrocław. Dlaczego? Spośród wielu powodów trzy pierwsze na mojej liście raczej nie pokrywają się z oficjalnymi rekomendacjami. Po pierwsze więc, Wrocław jest Mekką dla badacza nowych mediów. A to ze względu na Centrum Sztuki WRO i Biennale Sztuki Nowych Mediów, jedyne tego typu wydarzenie w Polsce, o międzynarodowym już w tej chwili rozmachu i poziomie. Po drugie, to Nadodrze i ul. Łokietka 5, czyli miejsce, gdzie wizje miasta rodem z podręczników Richarda Floridy ścierają się z rzeczywistością społeczną, a w starciu wytwarza się niezwykła energia. Po trzecie, Wrocław stał się stolicą czeskiego piwa – chyba w żadnym czeskim (bo w Polsce nie ma konkurencji) mieście nie można badać tyle gatunków, ile skosztować można we Wro. Ostatnie moje odkrycie (o wcześniejszych meldowałem w Antymatriksie) to knajpy w nasypie kolejowym, trochę jak w Berlinie ale inaczej, bardziej kameralnie.

Nie chwalę stadionu, bo go kiedyś krytykowałem, a teraz mam droższy u siebie w Warszawie. Nie chwalę fontanny przy Hali Stulecia (choć sama Hala nieustannie budzi zachwyt), bo nie zachwyca mnie ta, którą mogę oglądać u siebie. Lubię Wrocław za to w czym się wyróżnia, a nie za to, w czym się upodobnia do innych metropolii. Fascynuje mnie to miasto swoją zdolnością do tworzenia mitów, które stają się częścią jego wizerunku starannie pielęgnowanego przez władze i mieszkańców, choć jak podrapać, to niewiele pod mityczną skorupką się kryje. Przykładem najbardziej chyba spektakularnym jest przekonanie o aktualnej wielokulturowości Wrocławia, doskonale wyrażające się w słowach prezydenta, Rafała Dutkiewicza ze wstępu do monografii „My, Wrocławianie”:

Wrocław przez wieki był miastem wielu narodów, w którym ścierały się różnorakie wpływy kulturowe. To prawdziwe, jak to ujął Ojciec Święty Jan Paweł II, ‚miasto spotkań’ na przestrzeni wieków. Specyfika Wrocławia, jego historia i współżycie różnych narodów zrodziły nową jakość: właściwą tylko nam – mieszkańcom grodu nad Odrą – tożsamość”.

Burzliwa historia miasta została zaprzęgnięta do kreowania współczesnego wizerunku, rzeczywistość jednak jest inna, jak pokazały  Kamilla Dolińska i Julita Makaro, socjolożki z Uniwersytetu Wrocławskiego w badaniach, których wyniki opublikowały pod znamiennym tytułem „O wielokulturowości monokulturowego Wrocławia”. Wyniki okazały się na tyle intrygujące, że nakład naukowej w końcu publikacji został szybko wyczerpany, a autorki mówią, że nawet podczas spotkań w gronie ludzi z akademickimi tytułami wybuchają niezwykłe emocje.

Co jednak zrobić, kiedy liczby mówią swoje – Wrocław został po wojnie skolonizowany przez przybyszów z wielu stron Polski, tej przedwojennej i powojennej. Przyjezdni z okolic Lwowa (lwowskość to ważny element wrocławskiego mitu) stanowili ok. 5% w masie złożonej także z ludzi z Łodzi, Warszawy, Poznania i województwa poznańskiego. W efekcie Wrocław stał się nie wielo, lecz monokulturowym polskim tyglem, który mieszając wszystkie odcienie polskości wyprodukował m.in. to, że w tym mieście używa się języka polskiego w jego najbardziej znormalizowanej formie. W Krakowie czy od razu słychać, gdzie się jest. We Wrocławiu ta dystynkcja nie działa.

Nie wyróżnia się też Wrocław spośród innych miast udziałem mniejszości narodowych ani obecnością imigrantów (choć wydawać by się znowu mogło że jest inaczej, gdy trwał spór o to, co zrobić z obozowiskiem Romów z Rumunii), ani też ekspatów. Mimo to, na pytanie, jakim miastem jest Wrocław: polskim, kresowym, niemieckim czy też „mikrokosmosem”, w którym przez wieki nawarstwiły się wpływy różnych kultur, najwięcej, bo blisko połowa respondentów wskazuje „mikrokosmos”. Opłaciła się inwestycja poprzedniego jeszcze prezydenta, Bogdana Zdrojewskiego w Normana Daviesa, który na zaproszenie miasta napisał „Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego” swym autorytetem legitymizując mit.

Badaczki z UWr dochodzą do wniosku na podstawie swoich poszukiwań, zarówno statystycznych, jak i wywiadów z mieszkańcami, że wielokulturowość Wrocławia i wrocławian najlepiej charakteryzuje pojęcie zaproponowane przez Stanleya Fisha – wielokulturowości butikowej:

Jest ona, w dużej mierze tak, jak chcą badani, wielokulturowością etnicznych restauracji, festiwali czy najogólniej – powierzchownego flirtowania z innością. W takiej perspektywie dopuszczalne jest podziwianie zewnętrznych różnic w języku, sposobie ubioru, praktykach religijnych, kończy się jednak ono w momencie, gdy owe odmienności stają się sprzeczne z wartościami rdzennymi kultury własnej. […] Można powiedzieć, że wielokulturowość butikowa jest płytka, estetyczna, nie bierze różnicy „na poważnie”, a jej postrzeganie w kategoriach „cepeliowsko-rynkowych”, umożliwiających odbieranie „inności” jako oswojonej, poznanej, a jednocześnie zachowującej konieczną dozę egzotyki wyostrza z pewnością jej charakterystykę.

O wielokulturowości swojego miasta przekonanych jest 94,6% wrocławian, przekonanie to jest najsilniejszym elementem wrocławskiej tożsamości i ma jednocześnie charakter mitu, który „więcej mówi o swoich twórcach, niż o rzeczywistości”. Kamilla Dolińska i Julita Makaro znajdują w podsumowaniu swojego opracowania rozwiązanie pozwalające ochronić wrocławian pełnych mitotwórczego zapału od zarzutu mitomanii: nauki społeczne wiedzą, że wiara czyni cuda – mit podtrzymywany i praktykowany ma szansę stać się rzeczywistością społeczną, przygotować miasto na rzeczywistą wielokulturowość, która nadejdzie wraz imigrantami. Nadejście Realnego może też być niestety powodem szoku. Pewne warianty odpowiedzi na ten szok wygolona na łyso reprezentacja mieszkańców Wrocławia już pokazywała.

Ile w wizerunku Wrocławia mitu, a ile rzeczywistości? Odpowiemy już niebawem w „Polityce” – 20 listopada ukaże się kolejny raport w serii „Portrey miast polskich”, poświęcony właśnie Wrocławiowi. Zapraszamy do dzielenia się opiniami i do odpowiedzi na poniższą, krótką ankietę:

1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?

2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?

3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?

4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 30

Dodaj komentarz »
  1. <>
    Mam wrażenie, że wypowiedź nie świadczy o tym, że Wrocław jest wielokulturowy, w rozumieniu, ze w chwili obecnej składa się z wielu narodowości. Wypowiedź ta może jedynie świadczyć o tym, że na to jak Wrocław wygląda dziś, miało wpływ wiele różnych kultur, o czym świadczy jego historia oraz pozostawiona spuścizna. Mam również wrażenie, ze właśnie w ten sposób również Wrocławianie postrzegają podaną w wątpliwość we wpisie wrocławską wielokulturowość. Pozdrawiam serdecznie.

  2. Powyższa wypowiedź odnosi się do: „Wrocław przez wieki był miastem wielu narodów, w którym ścierały się różnorakie wpływy kulturowe. To prawdziwe, jak to ujął Ojciec Święty Jan Paweł II, ‘miasto spotkań’ na przestrzeni wieków. Specyfika Wrocławia, jego historia i współżycie różnych narodów zrodziły nową jakość: właściwą tylko nam – mieszkańcom grodu nad Odrą – tożsamość”.

  3. @Karolina: jeśli chodzi o samą wypowiedź, to oczywiście dotyczy ona tylko „wielokulturowości historycznej”, jednak jak pokazują omawiane przeze mnie badania, ta wielokulturowość historyczna miesza się z przekonaniem o wielokulturowości współczesnej, a historia zasila mit. Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. 0. Wrocław jest wielokulturowy tylko historycznie. Jest niemiecki w sensie zastanej tkanki urbanistycznej, jest polski w każdym innym sensie. Mówi się o tej wielokulturowości, podkreśla i wykorzystuje „Dzielnicę Czterech Wyznań”, ale to jest tylko medialna wydmuszka. Żydowska Gmina Wyznaniowa ma kilkuset członków i to raczej poniżej połowy tysiąca (wikipedia podaje ok. 300 członków). No chyba, że Wrocław jest wielokulturowy medialnie, to na pewno.
    1. Lubię – Wrocław jest dużomały, tudzież małoduży. Ma smak miasta większego, z jego kulturą, gastronomią, oświatą i wszelkimi możliwościami, ale jednocześnie jest „ogarnialny” rozmiarowo (chociaż urban sprawl zaczyna zachodzić i tutaj). Jest monocentryczny, prawie wszystkie atuty są rozmieszczone w centrum i są osiągalne pieszo, rowerem lub komunikacją miejską. We Wrocławiu jest dużo „życia”, energii, ruchu, a najważniejsze, że jest to ruch powolny. To nie jest bieg w wyścigu szczurów. Wrocław nie jest również „zawalony” turystami. Da się tu oddychać. Można czuć się u siebie (co jest dla mnie bardzo ważne). Jest mnóstwo studentów i wprowadzają oni świeżą krew i nastawienie. Ja się tu urodziłem i wychowałem, ale moja obecna grupa przyjaciół pochodzi w całości spoza tego miasta. Dzięki temu w ogóle nie odczuwam podziału MY / ONI, o którym często się słyszy w przypadku Warszawy.
    1. Nie lubię – bardzo mocno odczuwalny jest brak posłuchu ludności ogólnej u władz miasta. Wydaje się, że na każdym kroku magistrat robi co chce i robi to ze wszech miar nieudolnie, próbując maskować te działania różnymi akcjami z zakresu partycypacji społecznej. Wydaje pieniądze w sposób niekontrolowany, defraudując przy okazji spore kwoty (nieszczęsny stadion najlepszym przykładem). Urzędnicy nie wiedzą czego chcą i wykonują działania chaotyczne nie mając spójnej wizji, nie ma też spójnego działania między różnymi działami urzędu miasta. Zbyt wielka jest łasość na szybkie pieniądze, które można uzyskać ze sprzedaży działek, za mało kontroli, za mało pomyślunku, spójności, strategicznego i konsekwentnego myślenia. Nie ma monitoringu działań i mówię to z całą stanowczością i wściekłością.
    2. Jest dobrym miejscem do życia. Są jego części, które są gorsze i lepsze. Tańsze i droższe. Jest woda, jest zieleń, jest przestrzeń, jest energia, są starania żeby było lepiej. Są ludzie, którym zależy. Z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że brakuje trochę fermentu i pracy z zakresu branży kreatywnej (ktoś kiedyś powiedział, że we Wrocławiu nie ma szans się pojawić i utrzymać teatralno-knajpiany styl życia, bo Wrocław jest na to za biedny, nie ma tu młodych ludzi z pieniędzmi, bo tacy są w Warszawie i coś w tym jest).
    3. To nie ma znaczenia. Za mało jest przejrzystości w działaniach urzędu miasta. Za dużo jest uzasadnionego braku zaufania ludzi do urzędników. Za dużo bezduszności i „urzędniczości”.
    4. Tak jak pisałem:
    – zaufania do urzędu miasta i jego działań,
    – możliwości zarobkowych (za dużo wysysa Warszawa),
    – wiem, że w Łodzi nie jest cudownie, ale podoba mi się to co tam się dzieje (jak chociażby remontowanie starych fabryk i oferowanie ich w przystępnych cenach na studia wytwórcze), brakuje we Wrocławiu takich miejsc. Jest niewykorzystany Browar Mieszczański, stracony Browar Piast, nieruszona Kępa Mieszczańska.

  6. Witam,
    lubię Wrocław za to, że sprawia, że mieszkając w nim czuję się z tego dumna. Mówiąc, gdzie mieszkam, mówię to z radością i autentycznym poczuciem, że tu żyje mi się dobrze. Mieszkam w pięknym miescie, pracuję w dużej spółce giełdowej, spędzam wolny czas w trakcie wydarzeń, które sprawiają, że mogę obcować z najróżniejszymi obszarami kultury, rozrywki, sztuki.
    Wrocław jest częścią mnie, całkowicie się z nim utożsamiam jako jego mieszkanka. Myślę, że Wrocławianie mają silne poczucie związania ze swoim miastem.
    Oczywiście narzekam na korki, na to, że moje dziecko nie dostało dofianansowania do żłobka, ale tak naprawdę nie są to problemy obce żadnemu mieszkańcowi duzej aglomeracji.
    I niech świadectwem będzie równiez to, że nigdy nie uczestniczę w różnego rodzaju ankietach, czy internetowych przedsięwzięciach ale dla mojego miasta… Nie ma cienia wątpliwości, że warto:)
    Wrocław po prostu… wroc love:)
    Kamila

  7. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?

    Lubię Wrocław, ponieważ jest miastem na ludzką skalę. Nie przytłacza jak wielka metropolia, pozwalając jednocześnie cieszyć się urokami życia w sporym mieście. Lubię jego zakamarki, z których wyłaniają się ślady po Breslau. Uwielbiam jego parki, wiekowe osiedla ze starodrzewem, jego rzeki (to nie tylko Odra), wyspy i mosty. Kwartały starych kamienic, ledwo uchwytny zapach wilgotnego nadodrzańskiego powietrza (w żadnym innym mieście nie jest taki sam). Cenię sobie odkrywanie Wrocławia – żeby go dobrze poznać, zrozumieć miejsca i wydarzenia, potrzeba nie tylko zmysłu obserwacji, ale i żyłki detektywa. (To zresztą chyba cecha szczególna „małych ojczyzn” na tzw. ziemiach odzyskanych.) Wreszcie – podoba mi się energia z jaką to zapuszczone niegdyś miasto przekształca się, modernizuje, rośnie.

    Nie lubię Wrocławia z kilku przyczyn. Po pierwsze – jest to miasto z fasadową, zdegenerowaną demokracją. Opozycja w radzie miejskiej od wielu lat praktycznie nie istnieje. Arbitralność i brak transparentności to najdelikatniejsze określenia na działania rządzącego od 20 lat obozu (poprzedników Rafała Dutkiewicza trudno nazwać obozem przeciwnym). Zblatowanie lokalnych elit przypomina standardy niezbyt dużego sołectwa, a nie 630-tysięcznego miasta z europejskimi aspiracjami. Po drugie – jest to miasto niezbyt wybrednej propagandy. Urząd dość skutecznie korumpuje lokalne media budżetem reklamowym oraz posadami dla dziennikarzy. Magistrat i podległe mu spółki zatrudniają dziś większą liczbę dziennikarzy i ludzi mediów, niż niejedna lokalna redakcja – łącznie z byłym redaktorem naczelnym lokalnego wydania Gazety Wyborczej oraz byłym dyrektorem wrocławskiego oddziału TVP. Efekt? – Potężny ładunek oportunizmu, tym większy im trudniejsza jest sytuacja mediów i ścieżka zawodowa dziennikarzy. Nie lubię Wrocławia, ponieważ jest największym w Polsce siedliskiem przestępczości gospodarczej (statystyki są ogólnodostępne). Kto robi te lewe interesy i z kim – tego opinia publiczna niemal nigdy się nie dowiaduje. Co w świetle powyższego nie jest w sumie aż tak bardzo zaskakujące. Nie lubię Wrocławia za to, że niszczy ludzi. Sprawy Waldemara „Majora” Fydrycha (będącego w sporze sądowym z miastem) ośmieszanego na deskach należącego do miasta teatru, czy Zbigniewa Rybczyńskiego (który ujawnił malwersacje w CeTa) – wyrzuconego z pracy, publicznie oskarżonego i okradzionego z majątku (zatrzymano nawet jego statuetkę Oskara), to niestety raczej czubek góry lodowej niż wyjątki. Nie lubię Wrocławia także za inne rzeczy: ogromne zadłużenie, rosnące koszty życia, zbyt dużą liczbę galerii handlowych zabijających drobny handel (skutek – zamierające ulice handlowe), marnotrawienie publicznych pieniędzy – te jednak zostały już tu i ówdzie dobrze nakreślone.

    2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?
    Stopniowo coraz gorsze. Rosnące koszty życia, mały rynek pracy w zakresie lepiej płatnych stanowisk. Trudno o zaufanie co do prawidłowego funkcjonowania instytucji publicznych.

    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    Rafał Dutkiewicz jest złym prezydentem. Osobiście odpowiada za nasilenie się patologii w życiu publicznym Wrocławia.

    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?
    Zarządu komisarycznego. 🙂 A tak poważnie – prawidłowo działającej demokracji lokalnej, państwa prawa, racjonalniejszej polityki budżetowej, siedzib głównych tak z 20-30 dużych firm (np. spośród 500-setki Polityki), 2-3 urzędów centralnych (w ramach dekoncentracji).

  8. Lubię Wrocław:
    1. bo jest w miarę duży ale nie za duży,
    2. bo jest miastem otwartym – we Wrocławiu dwa dni się pomieszka i jest się miejscowym
    3. bo jest w miarę zadbany,
    4. bo ma sprawną komunikację miejską,
    5. bo zawsze się bawi – nie zasypia nigdy,
    6. bo jest liberalny,
    7. bo ma dużo parków i zieleni,
    8. za Teatr Polski –
    9. za Uniwersytet Wrocławski
    Nie lubię Wrocławia:
    1. za komary,
    2. za upadek koszykówki,
    3. za Schetynę – kiedyś o mało mnie nie przejechał na pasach na czerwonym świetle, ale nie to zdecydowało tylko jego partyjniackie myślenie o wszystkim w tym o mieście,
    4. za słabe zintegrowanie z miastem osiedli peryferyjnych,
    5. za niedostatek miejsc w przedszkolach,
    6. za zbyt wolne wcielanie w życie projektu – S-Bahn
    7. za słabą współpracę z Gminami sąsiednimi,
    8. za brak wizji rozwoju przestrzennego i zbyt słaby nadzór architektoniczny – chociaż się poprawia- powstają idiotyczne niezintegrowane z miastem pozbawione podstawowej infrastruktury osiedla na peryferiach i zupełnie nietrafione budowle w Centrum,
    9. za nakłady na piłkę nożną – mamy być Stolicą Kultury – jak to się ma do budżetu np. Teatru Polskiego

    Wrocław to generalnie dobre miejsce do życia, a nawet najlepsze na tle porównywalnych miast. O bolączkach wyżej, plus zawyżone ceny nieruchomości zupełnie nieadekwatne ani do standardu życia ani do dochodów mieszkańców.

    Dudkiewicz jest dobrym prezydentem, a w każdym razie najlepszym z możliwych. Jak dotąd nie objawił się żaden alternatywny kandydat, a przebieranie nóżkami przez Schetynę aby obdzielić posadami swoich kolegów bez żadnej oferty programowej żałosne. Ma jednak Dutkiewicz tę wadę, że z braku realnej alternatywy staje się arogancki, a jego podwładni leniwi intelektualnie. Cierpi przede wszystkim współpraca z Urzędem Marszałkowskim ze szkodą i dla miasta i dla regionu. Oprócz znanych haseł nie potrafiłbym odpowiedzieć jakie cele strategiczne ma prezydent, a co za tym idzie miasto. Mam nadzieję, że nie rozwój piłki nożnej. Sympatię moją zyskał broniąc kontrowersyjnego przedstawienia, pomimo, że znany jest z konserwatywnych poglądów – postawił wolność słowa i sztuki wyżej niż własne poglądy a to jak na polskie warunki oznaka wielkości.

    We Wrocławiu brakuje mi przede wszystkim wizji rozwoju, nie wiem dokąd to miasto zmierza i miejsc w przedszkolach – chociaż nie mam dzieci słyszałem od wielu osób o dramacie . Jedna Pani dyrektor przedszkola odpowiedziała mojemu znajomemu na pytanie co powinien zrobić aby dostać miejsce w przedszkolu- Aby mieć 100 % pewność znaleźć się w więzieniu – miejsca nie dostał.

  9. Lubię Wrocław, bo jest to moje miasto, i tak już pozostanie. Ostatnio też ma tę zaletę, że łatwiej z niego wyjechać 🙂 zresztą w ogóle można je lubić za nowy port lotniczny, nowy stadion i łączącą je autostradę, no i nieco dalej nowy most – Wrocław to w ogóle miasto mostów, i za to też się je lubi, ale takiego jeszcze nie było. Oczywiście Rynek, ale jest i wiele bardzo przyjemnych osiedli willowych. Za na pewno kontrowersyjny Sky Tower, ale w tym miejscu zawsze stał wysoki budynek, pasuje tam po prostu. Za kościoły lubię, choć mniej na ogół za to, co w nich się mówi. Za teatry, zwłaszcza muzyczny Capitol. Za parki i wszystkie miejsca zielone, także cmentarze… Nie lubię za nacjonalistów i kiboli i wstyd jaki przynoszą, pewną atmosferę rewanżyzmu w stosunku do krajów na Wschodzie, pomnik Bolesława Chrobrego, niektóre miejsca naprawdę brzydkie, zwłaszcza w centrum, kocie łby, po których trudno jeździć, choć tu akurat się poprawiło.
    Myślę, że Wrocław może być jednym z najlepszych miejsc do życia w Polsce, choć nie ma tak, że od razu jak się przyjedzie, to tylko z tego powodu, że to Wrocław, będzie lepiej niż gdzie indziej. Trzeba w nim znaleźć jakieś swoje miejsce. Zaletą jest bliskość zachodniej i południowej granicy, no i gór.
    Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem, co nie znaczy, że nie mógłby być lepszym. Tak naprawdę to chyba mieszkańcy już do niego tak się przyzwyczaili, że o ile tylko nie stanie się nic nieprzewidzianego, jakaś wielka afera, będą go wybierać nadal, póki on będzie tego chciał. No i jest ponad podziałem PO-PiS, Hanna Gronkiewicz-Waltz na przykład nie miała i nie ma takiego szczęścia, może być zakładniczką w jakiejś grze, a on nie.
    Brakuje czegoś w stylu metra, czy szybkiego tramwaju, docierającego do większej liczby miejsc na peryferiach. Albo kolejki miejskiej, czy lepszego połączenia reszty komunikacji z siecią kolejową, choć i w tej dziedzinie poprawiło się ostatnio. Sala koncertowa z prawdziwego zdarzenia wygląda na to, że też się buduje. Może więcej dni świąteczno-spontanicznych, świętowania na ulicy – jarmark Bożonarodzeniowy już jest.

  10. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?
    Zdecydowanie lubię. Wrocław to miasto „na ludzką miarę”, podobnie jak Kraków, a przeciwnie niż Warszawa. Miasto, które umiejętnie pielęgnuje bogatą przeszłość, ale równocześnie jest otwarte na młodość i przyszłość. Lubię go za dbałość o zabytki i ład urbanistyczny, połączone ze skutecznym leczeniem ran w tkance miejskiej po II wojnie (w większości udana zabudowa plombowa). Za wszechobecną zieleń. Za Eberhardta Mocka i Ossolineum, Halę Stulecia, Pergolę i Most Grunwaldzki. Rozmach urbanistyczny, ale w odpowiedniej proporcji.
    Ostatnio, za PoLinkę (kolejkę linową nad Odrą, w sercu miasta).
    Przed kilku laty „Polityka” oceniła wrocławski rynek, obok zaledwie kilku innych w Polsce (krakowskiego, tarnowskiego i bodajże starego miasta w Gdańsku), jako pulsujący przez większą część doby.
    Za umiejętne kontynuowanie tradycji kresowych, szczególnie lwowskich.
    Za Dzielnicę Czterech Wyznań, przywrócenie do życia Synagogi pod Białym Bocianem. Za Festiwal Nowe Horyzonty.

    Opinie na forach i portalach turystycznych, oceny gości hotelowych, a także ostatnia rekomendacja w artykule dziennikarza BBC (zamiast do Krakowa jedźcie do Wrocławia) wskazują na rosnącą atrakcyjność miasta dla turystów.

    2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?
    Tak. Z ww. powodów.

    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    Zdecydowanie tak. Skutecznie promuje miasto i jego wizerunek na świecie. Ma osiągnięcia w przyciąganiu inwestorów, studentów i turystów.

    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?
    Dokończenia remontów kamienic w starej części miasta (tzw. trójkąt bermudzki). Szybszej komunikacji z innymi dużymi miastami (pkp, drogi ekspresowe – z wyjątkiem A4).

  11. 1. Lubię Wrocław, ponieważ jest częścią mnie, a ja częścią jego. A dobrze jest siebie lubić.

    2. Trudno ocenić jednoznacznie jakość życia we Wrocławiu. Bardzo kłuje w oczy słabe zarządzanie sprawami publicznymi – ulice są brudne, elewacje zabazgrane, organizacja ruchu i komunikacji miejskiej drażni często nieracjonalnymi rozwiązaniami, nowe osiedla planowane są „pod inwestorów”, bez należytej infrastruktury społecznej. Z drugiej strony to jednak miasto nieźle rozplanowane (jak mawiamy „za Niemca”), o wyraźnie akademickim charakterze, często wybierane przez inwestorów, dzięki czemu wiele się dzieje. Miasto żyje.

    3. Rafał Dutkiewicz dał Wrocławiowi bardzo duży impuls rozwojowy. Jednak potencjał, na którym bazuje wyraźnie się zużywa. Koleiny w których tkwi obecna polityka miasta stają się coraz głębsze.

    4. We Wrocławiu najbardziej brakuje mi partycypacji – po obu stronach. Decydenci nie dzielą się wiedzą, użytkownicy nie domagają się swojego prawa do niej. W efekcie sfera publiczna jest słabo zarządzana (patrz punkt 2).

  12. 1. Wrocław jest fascynujący. Nie mieszkam w nim już od 4 lat, ale nadal postrzegam go jako mój mikrokosmos. Niesamowite połączenie starej europejskiej tkanki miejskiej i nowego, młodego społeczeństwa.

    2. Myślę, że tak. Mnie akurat losy zawodowe rzuciły w odległy zakątek kraju, ale gdyby rynek pracy odpowiadał w rzeczywistości temu, jaki wizerunek władze miasta próbują mu nadać, z pewnością wróciłbym do Wrocławia.

    3. Uważam, że Rafał Dutkiewicz jest wybitnym specjalistą od autopromocji i fatalnym gospodarzem miasta. Nawet to, co wydaje się jego największą siłą, czyli sprawne pozyskiwanie inwestorów, jest tylko fasadą. Tzn. owszem… pozyskiwać potrafi jego ekipa, ale w oparciu o zupełnie fałszywe przesłanki. Efekt: inwestorzy rozczarowani brakiem zainteresowania ze strony ratusza po etapie akwizycji, mieszkańcy rozczarowani, że obiecane miejsca pracy to stanowiska po 1500 zł miesięcznie.

    Prezydent ma super entree, ale partnerzy biznesowi rozstają się z nim burzliwie, z poczuciem bycia oszukanymi. Najbardziej znane przykłady takich rozstań, których kontynuacja toczy bądź toczyć się będzie na salach sądowych to: akwapark, stadion, forum muzyki.

    Nie będę rozpisywał się nt. ostatnich wydarzeń związanych z piłkarskim Śląskiem, ale pakowanie przez zadłużony budżet miasta grubych dziesiątek milionów w zawodowy sport to po prostu nadużycie wołające o pomstę do nieba.

    4. We Wrocławiu brakuje sprawnie działającej komunikacji miejskiej: trudno dojechać z punktu A do punktu B, jest drogo, przesiadki są nielogiczne, częstotliwość kursów za mała. Taksówki we Wrocławiu są znacznie droższe niż w innych miastach Polski, co niewątpliwie jest skutkiem niefrasobliwej polityki ratusza i cichej zgody na zmowę cenową na maksymalnym poziomie dopuszczonym przez radę miejską. Do tego taksówkarze – nawet ci KONCESJONOWANI przez miasto – oszukują turystów na „prestiżowych” trasach, włączając trzecią lub czwartą taryfę (na trasie z lotniska jest to w zasadzie reguła).

  13. 1. Lubię Wrocław i to bardzo: miasto jest akademickie (założę, się, że 15% mieszkańców to studenci lub pracownicy uczelni), ludność ma napływową (sporo tu kresowiaków), co daje mieszankę inteligencji i otwartości. Władze (najpierw p. Zdrojewski potem Dutkiewicz) potrafiły zapewnić infrastrukturę i znakomicie odbudować centrum, dziś jest to jedno z napiękniejszych polskich miast. Miejski ferment lat 80tych (min. Pomarańczowa Alternatywa) trwa chyba do dziś decydując o specyficznej atmosferze.

    2. Miejsce do życia? Super. Dobrze skomunikowane ze światem, dobra komunikacja miejska, bardzo dużo zieleni, kilka dobrze zidentyfikowanych centralnych punktów, jest się gdzie zabawić, kalendarz kulturalny pęka w szwach. Jedyny minus to malaryczne powietrze.

    3. R. Dutkiewicz jest znakomitym prezydentem.

    4. Szybkiego dojazdu nad morze i do centralnej Polski (koleją, drogą i samolotem).

  14. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?
    Lubię Wrocław bo to miasto mojej młodości. Tutaj w 1979 roku ukończyłem studia wyższe, a później podyplomowe. Tutaj podjąłem pierwszą pracę. Uniwersytet Wrocławski w dużej mierze do dzisiaj zaspokaja moje zainteresowania nauką, chociaż mieszkańcem Wrocławia nie jestem. Znam wspaniałych profesorów, zarówno tych których kiedyś słuchałem, ale także młodszych pracujących na Uniwersytecie współcześnie. Lubię Wrocław bo to miasto ludzi młodych i urodziwych. Miasto szansy dla wszystkich mieszkających całkiem blisko, jak też trochę dalej.
    2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?
    Kiedyś było to bardzo dobre miejsce do życia, a dzisiaj nie wiem. O tym muszą napisać sami wrocławianie.
    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    Patrząc na dynamicznie rozwijającą się tkankę miasta. Na powstające obiekty kulturalne, remontowane ulice, odnawiane stare kamienice, nowe inwestycje otaczające miasto wydaje się być dobrym prezydentem.
    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?
    Ja znajduję w nim wszystko czego potrzebuję. Kulturę, rozrywkę, naukę, mądrych ludzi. A także dobrą kawę i ciasto.

  15. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?
    Lubię Wrocław za klimat Ołbina i Nowowiejskiej. Za stare pruskie kamienice i za pewną świeżość jego społeczeństwa.
    Nie lubię Wrocławia za brud i bałagan atakujący mnie na każdym kroku. Nie chodzi tylko o sprawę czystości. Chaotyczna zabudowa, brak spójności urbanistycznej – takie mydło i powidło – przedmieścia kompletnie nieinteresujące, starówka zgwałcona najpierw przez PRL teraz przez szklane domy a nawet Solpol. To wszystko nie ma stylu co w połączeniu z brakiem czystości od razu sprawia, że wiem, że jestem w drugim lub trzecim świecie.
    2. Zdecydowanie nie. Problemy z miejscem w przedszkolu, fatalna komunikacja miejska, dziury w drogach, arogancja prezydenta i jego urzędników.
    3. Rafał Dutkiewicz nie jest dobrym prezydentem. Jest hipokrytą i kłamcą – gdy likwidował linię E obiecał, że spotka się z mieszkańcami by przedyskutować ten problem. Do spotkania nigdy nie doszło a kilka tysięcy podpisów zostało zbytych aroganckim pismem podpisanym przez naczelnika wydziału. Dutkiewicz ma zaskakująco wybiórczą pamięć – nagabywany o sprawy niewygodne zasłania się brakiem wiedzy lub pamięci. Jako przełożony w magistracie nie potrafi niczego wyegzekwować (w procesie Janickiego, nikt w magistracie nie jest w stanie powiedzieć, czym ten człowiek się zajmował) poza sprawami wizerunkowymi a przy każdej większej inwestycji zalicza wpadki i sprawy w sądzie, że wymienię tu Aquapark, Stadion, NFM. Brak przetargu i umowa z Mennicą na prowadzenie Urbancard za 72 miliony złotych (najdrożej w Polsce) w mieście też budzi mieszane uczucia.
    Gospodarza a nie lansiarza patrzącego na wizerunek. Wszystko w tym mieście co jest robione jest robione byle jak i na opak co sprawia, że wychodzi karykatura. Tak było z szybkim tramwajem, tak wyszło ze stadionem i tak samo wychodzi z ITS.

  16. 1. Lubię Wrocław, ale tak pewnie jest z każdym miastem gdzie spędziło się najpiękniejszy okres w życiu – studia. Mieszkałem we Wrocławiu od 2000 roku i widziałem jak z miasta pokroju Szczecin (nie mam nic do Szczecina) wyrasta na realną konkurencję dla Krakowa, Gdańska czy Poznania. Pracowałem na budowie fabryk LG, pamiętam euforię kiedy dostaliśmy EURO, widziałem jak ludzie budują domy, kupują nowe samochody, cieszą się że mieszkają i pracują we Wrocławiu. Od dwóch lat mieszkam po za Europą, a pierwsze co robię rano to sprawdzam pogodę i wiadomości z Wrocławia i odliczam dni kiedy TAM wrócę. To samo robią inni moi znajomi którzy też wyjechali; Grzesiek w USA, Kaśka w UK, Krzysiek w Szwajcarii. Jest coś takiego w mostach, w rzece, a przede wszystkim w ludziach, że potem żadne inne miejsce już nie będzie takie jak Wrocław. Jestem realistą – mogę pracować w każdym z większych miast w Polsce czy Europie i nie będę specjalnie narzekać, ale jak ktoś mnie pyta skąd jestem to powiem z Wrocławia.
    Nie lubię Wrocławia za ten marazm i fatalizm, który niekiedy się objawia w fuszerkach na budowach, w sknoconych drogach, w głupio zaprojektowanych liniach tramwajowych. Nie lubię arogancji urzędu miejskiego choć wyraźnie proste administracyjne sprawy łatwo załatwić (dzięki naprawdę świetnym Biurom Obsługi Mieszkańca) to konsultacja z mieszkańcami budżetu, inwestycji czy kierunków rozwoju po prostu nie istnieje. A wiele z naprawdę dobrych pomysłów usprawniających działanie miasta kończy się wielką medialną pompą (Tramwaj Plus, ITS czy Szewska) i kiepskim efektem. Co z kolei wywołuje słuszną krytykę na którą urzędnicy zazwyczaj odpowiadają ustami swojego rzecznika (gość przeszedł kurs w najlepszych politbiurach) że to był wielki sukces a ludziom żyje się dostatnio…
    2. Tak to dobre miejsce do życia, jest wszystko we właściwej skali. Są wygodne połączenia lotnicze z Europą, niezłe drogi i jakaś komunikacja. Jest w zasadzie sporo miejsc pracy, komunikacja miejska jakoś działa, jest dużo przyjemnych lokali i ciekawych wydarzeń kulturalnych.
    3. Rafał Dutkiewicz, był dobrym prezydentem. Potrafił swoją energią i pomysłami zarazić sporo ludzi i stworzyć mit Wrocławia miasta nauki, kultury i biznesu połączonych w dobry ludzkich proporcjach. Jego pomysły na rozwój są dalej dobre (gospodarka oparta na wiedzy), natomiast sposób wykonania i egzekwowania decyzji jest porażająco nieporadny. Myślę że jest po prostu zużyty zresztą podobnie jak ekipa z nim związana. Pora na nowe pokolenie nie skażone kolesiostwem, marazmem i niestety komuną, pora na zakochanych w Kopenhagach, w Dolinach Krzemowych, w Pragach, w Berlinach pora na radykalnych urbanistów, pora na dalekowzroczne planowanie, pora na dialog z mieszkańcami, pora na konsekwencje w decyzjach. Im szybciej Prezydent Dutkiewicz odejdzie ze stanowiska tym większym szacunkiem będzie się cieszył. Może zostanie radnym albo szefem agencji rozwoju aglomeracji wrocławskiej? I on i my potrzebujemy zmiany.
    4. Czego brakuje we Wrocławiu?
    Polskich rodzinnych firm, przedsiębiorstw high-tech, brakuje mi poczucia wspólnoty obywatelskiej na co dzień (która jak znikąd pojawia się w momentach zagrożenia – powódź), dużej ilości aktywnych organizacji pozarządowych, brakuje mi miejsca do kąpieli na świeżym powietrzu latem.

  17. Na pytania 1 i 2 odpowiem w ten sposób: przeprowadziłem się do tego miasta i zacząłem tu życie od nowa. Poznałem mnóstwo wspaniałych i otwartych ludzi. To oni są dla mnie esencją Wrocławia i z ich powodu nie chcę mieszkać nigdzie indziej, w miastach piękniejszych lub może lepiej zarządzanych.

    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć szczegołowo, bo brak mi wiedzy. Intuicja podpowiada, że na tle innych prezydentów polskich miast nie jest zły, ale czy to wystarcza? Jednak nie umiałbym wskazać nikogo, kto mógłby Dutkiewicza skutecznie zastąpić.

    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?
    Brakuje mi dobrego projektowania zieleni miejskiej.

  18. 1. Lubię Wrocław, bo jest otwarty na przybyszów (podziału na „słoików” i „nie-słoików” by tutaj nie wymyślono), i bardzo szybko poczułam się tu jak w domu.
    I za bogatą ofertę kulturalną, za tyle fajnych miejsc, gdzie można wypić kawę, albo poimprezować. Za kino Nowe Horyzonty. Za to, że jest miastem młodym duchem, w którym czuć zmianę.

    2. Dla studentów i młodych ludzi krótko po studiach – zdecydowanie tak. Ale czy równie dobrym dla rodziców, albo osób starszych? Tego tak naprawdę nie wiem.

    3. Tak. Myślę, że Dutkiewicz ma wizję rozwoju Wrocławia. W mieście cały czas coś się dzieje – od inwestycji w infrastrukturę po nowe inicjatywy kulturalne.

    4. Większej policentryczności – teraz Wrocław to Rynek + obszar 1km od Rynku, i całe życie miasta praktycznie zamyka się w tym okręgu (Z nadzieję patrzę na to jak rozwija się Nadodrze!).
    Lepszej oferty muzealnej – tutaj Wrocław w żadną miarą nie dorównuje Warszawie, o innych stolicach europejskich nawet nie wspominając.

  19. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?
    Lubię Wrocław za ludzi, przyrodę, klimat „swojskości” w dużym dość mieście, za jego rzeki, mosty, częste słońce, prawdziwe lato i prawdziwą zimę 🙂
    Lubię miejsca gdzie czuć dawny Wrocław, śródmieście, Ołbin, trójkąt, groblę, Biskupin.
    Lubię Wrocław za dobre knajpki, również wege, dobre kina – gdzie mogę kupić bilet za 11 złotych i to dwa razy w tygodniu, teatry.
    Nie lubię Wrocławia za panoszący się ONR, przejmujący każdą rocznicę w tym 11 listopada, wchodzący już na każdy nie pasujący im wykład. ostatni krzyk mody Bauman.
    Dutkiewicza, by coś zrobił zachęcić nie można, choć chłopcy ostatnio wywiesili mu nawet flagę z wyzwiskami – być może żeby go rozjuszyć -nie pomogło.
    Gdy pobito mieszkańców skłota Wagenburg, również skończyło się na słowach.
    Nie cierpię wrocławskiej komunikacji – codziennie wypadki,zero komunikacji,korki, właściwie najszybciej dojeżdża się gdzieś rowerem, co ma też swoje plusy…

    2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?
    Cóż jeśli jesteś lekarzem/inżynierem o poszukiwanej specjalności/ lub specjalistą IT (z naciskiem na to ostatnie) będziesz miał dobrą pracę. Jeżeli nie – licz na znajomych i układy/układziki/kolesiostwo – być może dostaniesz pracę i będziesz mógł zapłacić na wynajmowane mieszkanie tyle co w Warszawie.
    jest niestety coraz drożej a pracy dla kreatywnych/artystycznych i innych brak. Rynek jest malutki i chyba został wsiąknięty przez Warszawę, ale ceny mamy jak w stolicy – o czym przypominają mi przyjeżdżający z wizytą warszawscy goście.

    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    Ma dobry PR to na pewno. Nie wydaje mi się, że dobrym prezydentem mógłby być ktoś kto nic nie robi w sprawie wspomnianego ONRu, wydaje (i zadłuża) mnóstwo potrzebnych pieniędzy na stadion – na którym teraz nic się nie dzieje. Ostatnia bzdurna decyzja – kolejka liniowa Polinka. dołożone 10 mln do budowy kolejki dla Politechniki, gdzie mieści się 5 osób,a większość mieszkańców pragnęła tylko zwykłej kładki – to jest dla mnie objaw kompleksów Wrocławia wobec Warszawy i innych miast.
    Dokładanie milionó do Śląska, niesłuchanie mieszkańców, obcinanie po cichu tras mpk – nie, to nie jest dobry prezydent.
    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?
    Pracy dla wykształconych – nie tylko informatyków i finansistów.
    Więcej małych knajpek – ale tak jak ktoś już wspomniał – trzeba mieć na to pieniądze.
    Brakuje mi sceny klubowej / muzycznej – mamy jazz,klasykę ale brak tu gwiazd światowego formatu, dobrej klubowej muzyki – we Wrocławiu ciężko zapełnić klub gdzie nie jest grana typowa dyskoteka studencka.
    Przez to wszystko i parę innych podjęłam decyzję o wyjeździe – być może za parę lat coś się zmieni, bo chętnie bym wróciła.

  20. 1. Lubię, bo:
    a) jest po prostu piękny,
    b) prężnie się rozwija,
    c) ma dobre położenie geograficzne (blisko do Drezna, Pragi, Krakowa, Berlina),
    d) mieszka tu wielu wspaniałych ludzi,
    e) ma niebanalną historię.

    2.Tak. Przeprowadziłem się do Wrocławia z małego miasta 5 lat temu, więc mam porównanie. Mimo, że dobrze wspominam swoje miasteczko, to nie chciałbym wyprowadzać się z Wrocławia.

    3. Tak. I znowu – mam porównanie z prezydentem mojego poprzedniego miasta. Dutkiewicz to człowiek z klasą, to niewątpliwe. I choć nie jest krystaliczny, tzn. są rzeczy, które mi w nim nie odpowiadają, to jednak życzyłbym sobie, żeby takich ludzi było jak najwięcej w polskiej polityce.

    4. Brakuje mi metra oraz obwodnicy do Leśnicy.

  21. „W takiej perspektywie dopuszczalne jest podziwianie zewnętrznych różnic w języku, sposobie ubioru, praktykach religijnych, kończy się jednak ono w momencie, gdy owe odmienności stają się sprzeczne z wartościami rdzennymi kultury własnej.”

    Skoro tak, uważam, że „wielokulturowość butikowa” jest jedyną rozsądną. Jeśli ludzie wyrzekają się swoich kultur i mentalności, różnic, które ich konstytuują, społeczeństwo jakie tworzą będzie społeczeństwem mieszańców, a nie różnych kultur.

    1. Lubię Wrocław za jego kameralny charakter, mimo że jest to jedno z największych polskich miast. Za Ostrów, Nadodrze, Ogród Staromiejski, uliczki na starym mieście.

    2. No cóż, planuję tu swoja karierę.

    3. Jest przede wszystkim bezpartyjny, a moim zdaniem to podstawowy warunek do tego, by dobrze rządzić.

    4. Moje ulubione miejsca we Wrocławiu to takie „wysepki” porozdzielane brzydkimi i zanidabnaymi ulicami. Przydałaby się bardziej zdecydowane działania restauracyjne.

  22. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?

    Moje miejsce, mój Heimat, tu się urodziłem i tu będę kiedyś pochowany. A na poważnie:

    – Miasto o optymalnych gabarytach – na tyle duże, że ma wszystkie atrybuty wielkomiejskości, jednocześnie w większość atrakcyjnych miejsc można dotrzeć nawet pieszo.
    – Bliskość Pragi i Drezna, gór i atrakcyjnych zabytków. Daleko do morza, ale… u licha, kto rozsądny jeździ latem nad polskie morze?
    – Ciepły klimat – najcieplejsze spośród wszystkich dużych polskich miast
    – Bo nie widać tego kretyńskiego rasizmu „miejscowi/słoiki”. Przyjezdnym łatwo się zaadaptować.

    Minusy
    – Poza centrum wciąż są duże kwartały zaniedbanych kamienic.
    – Wszechobecny spray na murach. Problem mają wszyscy w tym kraju, ale chciałbym, żeby przynajmniej u mnie go nie było.
    – Manifestacje oszołomów z NOP i nacjonalistów.
    – Korki, korki, korki: okolice pl. Dominikańskiego, Grota Roweckiego, Leśnica. System ITS nie daje takiego „kopa” komunikacji miejskiej, jaki zapowiadano. Sama komunikacja zbiorowa też mogłaby być dużo lepsza. Jeździ za rzadko, nie ma priorytetów na skrzyżowaniach.
    – Miasto wciąż po wojnie nieodbudowane. Trudno nazwać odbudową np. pl. Nowy Targ, zapaskudzony ohydnymi bloczyskami. Pogłębiający się chaos architektoniczny – miasto sprzedaje grunty deweloperom na obrzeżach, ale nie dba o to, żeby wraz z rozrastaniem się miasta, przybywało infrastruktury (drogi, szkoły, tereny zielone).
    – Bezsensowne inwestycje magistratu: stadion za duży jak na potrzeby klubu piłkarskiego, irracjonalna kolej linowa nad Odrą w miejscu, gdzie dużo lepiej sprawdziłaby się kładka, Narodowe Forum Muzyki, które jest niczym słomiany miś w niezapomnianym klasyku – nikt nie wie po co jest, więc Dutkiewicz je buduje, bo nie boi się że ktoś zapyta.
    – Nadmierna liczba galerii handlowych w centrum miasta skutkuje wymieraniem reprezentacyjnych ulic (sklepy się wynoszą, bo spadają im obroty, w ich miejsce wprowadzają się banki), wpuszczenie w bezpośrednie okolice rynku wszelkiej maści „żabek”, a nawet klubu Go-go do rynku powoduje, że miejsce traci swój charakter miejsca dla całej rodziny. Coraz bardziej w reprezentacyjnych miejscach panoszy się chamstwo pijące pod chmurką tanie alkohole.
    – Panoszący się po ulicach Cyganie, którzy rzępolą na instrumentach, żebrzą i odstraszają turystów. A głupi ludzie im dają pieniądze.

    2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?

    Na pewno jedno z lepszych w Polsce, choć niektóre księżycowe pomysły magistratu mogą irytować – chciałoby się czystszej, częściej jeżdżącej i punktualniejszej komunikacji miejskiej, większej dbałości o czystość w miejscach publicznych (także w centrum miasta).

    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?

    Przy wszystkich swoich wadach nie widać na lokalnej scenie politycznej kogokolwiek innego z wizją.

    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?

    Lepszego wykorzystania sieci kolejowej dla potrzeb transportu miejskiego, większej dbałości o estetykę, mostu na Wielką Wyspę, dokończenia odbudowy Starego Miasta.

  23. Urodziłem się we Wrocławiu i spędziłem tam dzieciństwo ale w 6-tym roku życia znalazłem się w wielkopolskim małym mieście , skąd wracałem na każde wakacje do domu ojca. Czułem się wrocławiakiem i byłem z tego aż za bardzo dumnym w stosunku do moich rówieśników wielkopolskich mówiących silnym akcetem miejscowym po wyjściu z klasy. Kiedy znajdowałem się we Wrocławiu poprawiano moje naleciałości gwary poznańskiej i starałem się je wytrzebić z mojego języka. Rodzice moi mieszkali na Oławskiej, budynek sąsiadował z ruinami a plac Dzierżynskiego czy Wzgórze Partyzantów były polami mych zabaw, na Nowy Targ ( matka mówiła plac Nankiera) chodziło się na zakupy, gdzie chłopki wołały do swoich serów i jaj a przed kościołem Dominikanów kupowało się żywe raki. W mieszkaniu, w łazience czytałem wielokrotnie na kafelku słowo « Breslau » ale nikt nie opowiadał o przeszłości miasta ( choć sąsiadką naszą była Niemka i pilnowała mnie jak byłem chory na odrę i coś wspominała o życiu w piwnicy podczas oblężenia Festung Breslau ), które w propagandzie było piastowskie i odzyskane ( pamiętam trawnik z kwiatami przed CDT-em z orłem i tym hasłem). Chodziłem i jeździłem tramwajami sam, bo rodzice pracowali i widziałem wszędzie ruiny. Pamiętam te pola ruin między Legnicką a Lęczycką gdzie koczowali Cyganie a inni kradli cegły bo wszystkich jeszcze nie wywieziono do Warszawy. Szło się w strachu od przystanku do celu. Kiełbaśnicza i okolice też stały w ruinie. Pamiętam zapachy sklepów spożywczych na Ruskiej, chałwy, chleba z kminkiem, kapusty kwaszonej i ogórków kiszonych, smaków i zapachów, których będę szukał na rue des Rosiers w Paryżu czyli u Zydów, kiedy będę tęskił za Polską w 1978-1980 roku.
    Będąc licealistą przywoziłem modę na szerokie i wyprasowane na wiele kantów spodnie, Wrocław był miastem młodych, Grotowskiego i Tomaszewskiego, gdzie słychć było kresową mowę. A rodzina macochy mojej pochodziła z Wołynia i znalazła się na wsi podwrocławskiej już w 1943 roku, uciekając przed rzezią. U niej odkryłem inną Polskę i inne tradycje niż moje poznańskie. I byłem przeświadczony o lwowskim charakterze mojego miasta ( ileż się mówiło w latach 70-tych o budowie Panoramy Racławickiej : pozwolą czy nie ją wystawić).
    Studia w Warszawie trochę przykryły moją pamięć o Wrocławiu choć jeszcze przez lata będę się przedstawiał jako wrocławianin już tu w Paryżu. Aż w końcu postanowiłem, że mój pełen kompleksów małomiasteczkowy byt w Polsce Ludowej warty jest pielęgnacji i szacunku dla pamięci moich dziadków. Jestem Polakiem z Wielkopolski.
    Ale Wrocławia nie zapominam i odzyskuję o nim prawdę historyczną, co robią również jego świadomi i bez kompleksów mieszkańcy, którzy potrafią spojrzeć na jego niemiecką przeszłość, dzięki pracy Normana Davis’a i Rogera Moorhouse’a « Mikrokosmos ». Tego jestem dumny, bo po moim pobycie w 1989 roku w Wilnie, dzięki któremu powstała książka, zdałem sobie sprawę co oznacza stracić małą ojczyznę ( Heimat ) utorzsamiając się ze stroną, która przegrała, z tą różnicą, że w Wilnie pozostali jeszcze Polacy. Moi przybrani dziadkowie nigdy nie przestali wspominać ich wołyńskiej wsi tak jak w czasie wizyty znajomych ojca z NRD widziałem ich łzy wspomnień z dzieciństwa po zobaczeniu szkoły na Młodych Techników.
    Staram się oddać miastu cześć w mój skromny sposób chwaląc go wśród moich fracuskich znajomych, pisząc artykuł na jego temat w Wikipedii czy próbując przekonać edytorów do przewodnika turystycznego po francusku ( starsze pokolenie tutejsze zna tylko nazwę Breslau nie mając pojęcia o zmianach powojennych ), w którym w imię poprawności politycznej przyjmuje się nazewnictwo najnowsze czyli wg obecnego oficjalnego języka kraju jak np Lviv a nie Léopol czy Vinius a nie Vilna ou Wilno. A przecież Włosi i Hiszpanie piszą Breslavia to dlaczego Francuzi nie potrafią i piszą Wrocław dawniej Breslau a nie Vratislavie z łaciny czy Breslavie.
    Próbowałem odpowiadać na komentarze w Gazecie Wyborczej na temat systemu Vélib i scieżek rowerowych w Paryżu ( poruszam się po moim mieście tylko rowerem ) juz 10 lat temu ale często reakcje były bardzo zakompleksione « polsko-jawiemlepiej » albo « tymitamniegadaj » choć właśnie Wrocław ma najlepsze warunki do tego trybu poruszania się po mieście. Jak zobaczyłem pierwsze rowery na Rynku i ich cenę wynajęcia to wydało mi się nie na polskie warunki i daleko od kryteriów paryskich już nie mówiąc o holenderskich, które dobrze znam czy Kopenhagi, Malmö lub Lund, króre mi było odkryć w maju. I tu się dowiedziałem, że mimo surowszego klimatu niż we Wrocławiu ścieżki są odśnieżzane tak jak jezdnie, ruch rowerowy utrzymuje się również zimą.
    Jakaż konkluzja z tego wynika ? Polska mentalność, brak otwarcia i niewiedza o sąsiadach. Nietolerancja, której potwierdzenie mamy w akcjach młodych łysych, w wykładach niektórych pseudonaukowców zapraszanych na uczelnie wrocławskie, pobiciach na tle rasistowskim.
    Więc mit wielokuturowego miejsca to tylko wynik bujnej wyobraźni niektórych mieszkańców mojego rodzinnego miasta. Chociażby fakt że w nim nie ma miejsca dla mniejszości seksualnych w porównaniu do Warszawy czy Poznania, że restauracje, jak już zamknięta La Havane, nie mają nic wspólnego z kuchnią latynoską, która zresztą nie istnieje czy pizzerie, które są tylko wątłą imitacją wersji amerykańskiej. Wrocław turystyczny to tylko wielka piwiarnia dla Germanów a komunikacja miejska daleko, od już choćby, do praskiej mimo czeskich tramwaji ( moi paryscy przyjaciele byli zaszokowani punktualnością tramwajów w Pradze ). To nie futbol przyniesie korzyści w dochodach z turystyki a systematyczna i inteligentna polityka w kierunku turystów lambda, którzy zechcą powrócić do miasta i skłonią znajomych do jego odwiedzenia. Ona może polegać na pomocy finansowej ( ulgi ) tym aktorom, którzy zaproponują oryginalną kuchnię, w tym kresową, śląską, czy poznańską z braku tej wrocławskiej albo wymyślną, kreatywną, hotelom dla przeciętnych turystów nie mogących sobie pozwolić na zachodnioeuropejskie ceny, klubom muzycznym i wystawom sztuk, salom koncertowym. Dlaczego Barcelona przyciąga ( choć już mniej jak po igrzyskach olimpiskich ) ? Bo potrafiła wykorzystać wydarzenie światowej rangi. Czy Wrocław będzie w stanie to uczynić w 2016 roku, kiedy stanie się stolicą eurpejską kutury, wraz z San Sebastian ( najlepsze tapas w Hiszpanii, festiwal filmowy i ciekawy program na tą manifestację : « Fale energii obywatelskiej » zobacz na Wikipedii po hiszp. lub franc.)? Marsylii się to na razie nie do końca udaje mimo ogromnych parc wokół dzielnicy portowej i budowy MuCEM. Tutaj książka « Mikrokosmos » mogłaby być elementej pewnej koncepcji na miasto, symbol Mitteleuropa’y, termin stworzony przez Breslauerczyka, Joseph Pratscha, zaproszonego na wykłady do Wielkiej Brytanii, gdzie ukazało się jego dzieło pt « Central Europe » wydane w Londynie w 1903 roku. Ale to już praca dla nowej ekipy rządzącej miastem , obecna się przeżyła.

  24. 1.Wrocław to miasto wyjątkowe. Szybko rozwijające się, zmieniające się z roku na rok. Miasto spotkań studentów, przedsiębiorców, naukowców. Lubię to miasto ponieważ tętni życiem proponując dla każdego coś miłego. Artyści – masa wydarzeń kulturalnych, przedsiębiorcy – przyjazny klimat do inwestowania, wsparcie miasta, studenci – klimat miasta, zaplecze naukowe. Turyści – piękne Stare Miasto, cudowny Biskupin z Halą Stulecia.

    2.Wrocław to bardzo dobre miejsce do życia. Oferujące wiele możliwości, stale rozwijające się. Nie tak duże jak Warszawa, bardziej kameralne, ale mające swój unikliwy urok. Każdy kto raz miał okazję pojawić się wieczorem na Rynku czy pod nasypem wie o czym piszę.

    3. Jest dobrym prezydentem. Skutecznym, przyciągającym inwestorów, którzy dają miejsca pracy, mieliśmy Euro, będziemy Europejską Stolicą Kultury, w 2017 roku będą tu World Games. Jednoczęśnie miasto zmienia się najbliżej mieszkanców. Nowy tabor, rowery miejskie, rewitalizacje. Oczywiście że jest wiele do zrobienia, ale nikt nie mówi że zrobione jest wszystko.

    4. Najbardziej brakuje chyba tego czego nie ma nigdzie. Zmiany mentalnej nas samych (niszczymy i mamy zniszczone, śmiecimy i mamy naśmiecone – tu nawet najlepsze rozwiązania nie pomogą).

  25. Zróbmy tak; wymienię plusy i minusy miasta, bo w nich znajduje się dokładna odpowiedź na wszystkie powyższe pytania.

    I od minusów zaczynając:
    – Ekipa Rafała Dutkiewicza- zarówno urząd, jak i spółki miejskie. Bierna, mierna i wierna, niczym czołobitni potakiwacze z Korei Północnej. Od 20 lat na stołkach, ewentualne zmiany na zasadzie „to Ty Józiu pójdziesz teraz do rady nadzorczej basenu, a Staszka damy na kierownika działu promocji w UM”. Szokujący poziom premii rocznych w stosunku do osiągnięć. Niespotykana buta i arogancja (w tym przypadku jak na dłoni widać, że ryba psuje się od głowy- RD nie jest najsympatyczniejszym człowiekiem na świecie)…
    – gładziutko przechodzimy do roli miejscowych mediów, napisano o nich powyżej dokładnie to, co sądzę, więc nie będę się powtarzał. Może jeden kamyczek; w wywiadzie dla GazWrocławskiej żona RD powiedziała, że oni na wakacje latają tam, gdzie akurat są promocje milowe z programu lotniczego, bo przecież Prezydent tyle lata w ciągu roku, że nazbiera ich aż nadto. NIKT nie złapał tej żenady. Uprzejmie z tego miejsca informuję Szanowną p. Dutkiewicz, że mile można śmiało i bez zbędnego rozgłosu przekazać na cele charytatywne. Naprawdę mam nadzieję, że Dutkiewiczów stać choćby na Tunezję w olinkluziwie
    – Stadion Miejski/ Śląsk- traktuję ten temat jako całość. Żenada. Po Euro wszystko oklapło, a panowie z UM i spółeczki Wrocław 2012 się bardzo miotają- to wynajmują za grubą forsę SMG, to ich wywalają, to już- już podpisali kontrakty z Madonną, Beyonce, czy inną wywłoką, to im nagle ta straszna Warszawa gwiazdy odbiła i to nie my, my przecież chcieliśmy dobrze, dajcie nam kolejne tauzeny w budżecie (najlepiej na premie, oczywiście). Pożyczką z MPWiK dla Śląska powinna się zająć prokuratura. Natychmiast. Nie mogę pisać dalej, bo mnie po prostu szlag trafia- „Hej Solorz, kiedy zarybiasz?”, przejęcie udziałów przez miasto…no nie, nie mogę, przepraszam. w ten oto sposób przechodzimy do…
    – opozycji. Coś takiego w tym mieście nie istnieje. U nas jest jak w Modzie na Sukces- każdy z każdym i w rozmaitych konfiguracjach. A opozycja? -taka tam legenda- niczym Yeti, ktoś podobno kiedyś widziął. W temacie Śląska/stadionu można spokojnie utłuc ze 20-30 procent poparcia na starcie, ale do tego trzeba mieć, pardon, jajca.
    -komunikacja miejska. Nikt z szanownych BMW (patrz pkt 1) nie rozumie, że w przypadku komunikacji podaż rodzi popyt. Częstotliwość kursów niczym w PKS Grójec (bez urazy) nie sprawi, że nagle wszyscy rzucimy się do autobusów. A żeby było zabawniej- żeby się do nich rzucić, najpierw czeka nas miły spacer dla zdrowia- bo autobusy raczej nie wjeżdżają w osiedla , o tramwajach nawet nie wspomnę. Nikt nie analizuje, w jakich kierunkach rozwija się miasto i nie przybywa linii. Osobną kwestią jest tramwaj plus. Dwukierunkowe cudo. Tłumaczono, że to absolutnie nie PR (skąd takie podejrzenia, a tfu!), po prostu w miejscach zaplanowanych końców tras szpilki nie da się wcisnąć, co dopiero mówiąc o pętli (niezorientowanym polecam mapy google). A myśmy to gładko łyknęli. Szczególnie interesujące są dwukierunkowe tramwaje jeżdżące na trasie z dwoma klasycznymi pętlami (w tym- jedną w malowniczych krzakach In the middle of nowhere, w pół drogi na Sępolno). Tu za komunikację nie odpowiada nikt. Albo wszyscy, bo jest ze sto komórek tym się zajmujących. Na forum GazWybu był kiedyś piękny konkurs- ładnie podsumowujący temat- ktoś zaproponował 1000 PLN za zdjęcie Prezydenta w tramwaju. Takie zwyczajne, bez mediów, nie z kampanii wyborczej, ot, człowiek korzystający z komunikacji. Konkurs, o ile wiem, do dziś jest nierozstrzygnięty.
    – Śmierć ulic handlowych w centrum. Kebaby, lumpeksy, Żabki i żabko podobne cuda- doskonale rozumiem, że ludzie tego potrzebują, ale może jednak nie na najbardziej reprezentacyjnych ulicach miasta? Alternatywą jest tylko pustostan lub bank bo na inne zagospodarowanie nikt nie ma pomysłu. Wisieneczką na torcie jest klub go-go w Rynku i panienki z parasolkami zapraszające panów do udziału w Bachanaliach. Przeczytałem ostatnio o świetnym pomyśle na ul. Świdnicką- otóż powstanie specjalna strona internetowa! Pomysł oczywiście wyszedł od służb miejskich, przy stronie internetowej obłowić się może przecież stryj szwagra. O samej idei komunikował rzecznik- i jak tu nie spluwać w stronę lustra?
    -fasadowa tolerancja Wrocławian, dulszczyzna i zaduch. Nie mam porównania z takim Grójcem (jeszcze raz przepraszam), ale po założeniu kolorowych butów nigdzie w Polsce nie usłyszałem tylu homofobicznych wykrzyknień w moim kierunku od nieznajomych. Podobny test robili uczniowie XIV LO (przebierali się za m.in. Żydów i Arabów)- polecam wyniki. Miasto od dawna staje się także coraz bardziej brunatne- odpowiednie służby to zauważyły dopiero przy akcji z Baumanem- co najmniej o 5 lat za późno. Jestem szczerze ciekaw jakiego krasnala odsłoni teraz Prezydent, pamiętając, że po ostatnim incydencie z Kubańczykiem (z rodziny Jose Torresa), wspólnie w świetle fleszy odsłonili rasta-krasnala.

    Z powyższych powodów, ale też z kilku innych wyjechałem z miasta, gdyż w moim mniemaniu pewien poziom żenady i hipokryzji jest nieprzekraczalny. I z daleka widać kilka sporych plusów miasta:

    – PR. Nikt takiego nie ma. Nikt nawet nie próbuje doskoczyć do poziomu Wrocławia. Polacy postrzegają Wrocław jako miasto dynamiczne (!), nowoczesne, przyjazne i tolerancyjne. Przyjeżdżają tu zatem i trwonią forsę. I świetnie.
    -bo to jest miasto dla turystów. Obecnie, przebywając tu jako turysta bardzo to doceniam. Miasto jest ładne (centrum) i robi wrażenie, szczególnie na osobach przyjeżdżających tu po raz pierwszy. Doceniam odremontowane kamieniczki, proste trotuary, Dzielnicę Czterech Świątyń (która przepięknie odżyła po latach marazmu). Można powrzucać piękne zdjęcia na instagram i zachęcić kolejnych znajomych do wycieczki do Wro.
    – Sporo dobrych inwestycji. Oczywiście z rozmachem, z szałem, z gestem. Ale przydatnych- czytaj: lotnisko, dworzec (wiem, wiem, tu PKP raczej), AOW (tu z kasy państwa), Capitol, Kino Nowe Horyzonty (żadna to inwestycja, ale w pełnej rozciągłości popieram i trzymam kciuki za sukces)
    – Polityka rowerowa miasta. Abstrahując od wytarcia sobie gęby planami współpracy z Next Bike (miał być miliard stacji, wystarczyło postawić coś ok. 30-stu, ale pleść głupstwa w miejscowych mediach o setkach), infrastruktura jest najbardziej przyjazna rowerzystom ze wszystkich polskich miast
    – Jedyny pomysł władz miasta, który popieram w 100%- zakaz sprzedaży alkoholu w centrum w godzinach wieczornych. Niestety, nie udało się przeforsować, trzymam kciuki za obejście veta wojewody.
    – Prezydent. Człowiek z wizją. Szkoda tylko, że nie umie wietrzyć swoich gabinetów- mam wrażenie, że dałoby to miastu dodatkowego kopa rozwojowego.
    Generalnie, trzymam kciuki za Wrocław, niech się rozwija, niech rośnie w siłę. Trzymam też kciuki za Wrocławian- niech zaczną troszkę szerzej spoglądać na świat, niech baczniej przyglądają się władzy, niech staną się szczęśliwsi. Ale trzymam z daleka, bo w obecnym kształcie to miasto już nie jest moje. Cóż, jedni wolą jabłka, inni gruszki.

  26. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?
    2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?
    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?

    Jestem wrocławianinem w pełnym tego słowa znaczeniu. Urodziłem się tu, wychowałem, wykształciłem, mieszkam i pracuję.
    Na Wrocław patrzę zatem wyłącznie „od środka”. Bezpośrednie konsekwencje tego faktu są dwie: po pierwsze na wszystkie zmiany jakie zachodzą w moim mieście patrzę jak na zmiany ewolucyjne, oswajam się z nimi i po pewnym czasie coś czego wcześniej nie było, co potem było nowością staje czymś zwykłym, niewartym większej uwagi. Po drugie brakuje mi możliwości porównania mojego miasta z innymi miastami w Polsce, które odwiedzam sporadycznie. A to powoduje, że i ich oceny mogę dokonywać w oparciu o odmienne kryteria. Moja wypowiedź zatem z definicji nacechowana jest dużą dozą subiektywizmu.

    1. Dlaczego lubię Wrocław? Bo go znam. Od podszewki. A przecież lubimy to znamy. Uważam się za kogoś w rodzaju lokalnego patrioty. A zatem, mówiąc żartem, do mojego „obowiązku” należy także lubienie mojego miasta. Bo jest w nim swoboda ducha (jeszcze), której nie ma w innych miastach. Bo wszędzie dostanę się rowerem. Ulicą, ścieżką, wałem, polna drogą. Bo jest Odra ze wszystkimi swoimi odnogami, kanałami. Bo mamy mostów zatrzęsienie wyznaczających komunikacyjny charakter miasta. Bo jego uroda jest ukryta, a jego poznanie wymaga wysiłku i konieczności przyjęcia sporej dawki wiedzy z różnych dziedzin życia i nauki. Bo odrodził się po wojnie jak feniks z popiołów. Przecież sam pamiętam, a mam 40 lat, jeszcze ruiny powojenne. Bo zawsze był na marginesie polskiego życia społecznego. Bo czerpie całymi garściami z materialnej kultury niemieckiej. Bo jest kwintesencją historii środkowoeuropejskiej. Bo takiego misz-maszu architektonicznego nie znajdzie się gdzie indziej. Wystarczy przejść się ul. Świdnicką. Bo tu rozmowy o historii musza wykraczać poza polskie opłotki.
    Bo jak każde dziecko wie, Wrocław zawsze poddaje się ostatni!
    Trudno mi powiedzieć dlaczego lubię Wrocław. Chyba dlatego, że jest.
    Dlaczego nie lubię Wrocławia? Bo tyle rzeczy można zrobić lepiej i mądrzej i jakoś się nie udaje. Bo deklaracje władz o rozwoju infrastruktury rowerowej pozostają w dużej mierze deklaracjami. Bo ciągle są jakieś problemy z miejskimi inwestycjami. Bo korki. Bo ma malaryczny klimat. Bo Wawel to ma Kraków, a Wrocław ani namiastki. Bo, ku mojemu zdumieniu, coraz lepiej mają się tu ruchy skrajnie prawicowe ze swoją wykoślawioną mentalnością obrońców polskości.

    2. Mnie się żyje dobrze, ale z jednoosobowym gospodarstwem domowym nie jestem miarodajny. Tylko ta opieka zdrowotna może człowieka wykończyć.

    3. Z Prezydentem Dutkiewiczem jest problem. I to poważny. Jako „desygnowany” następca prezydenta Zdrojewskiego nie musiał budować swojej pozycji od podstaw. Już na wstępie otrzymał dużą dawkę zaufania i swoją popularność utrzymuje cały czas. Rzecz w tym, że za pomocą chwytów marketingowych i piarowskich, a nie po przez rzetelną pracę.
    Pan prezydent jest wszędzie, gdzie zdarzają się „pozytywne” rzeczy i gdzie są kamery i dziennikarze. Otwieramy drogę – pan Prezydent, otwieramy muzeum – Pan Prezydent, otwieramy stadion na mistrzostwa Europy w piłce nożnej – Pan Prezydent. Jednak gdzie się pojawia problem – Pana Prezydenta nie ma. Gdzie trzeba prowadzić trudne negocjacje – Pana Prezydenta nie ma.
    Kapitalnym przykładem sposobu wykonywania swoich obowiązków przez prezydenta Dutkiewicza była kwestia podtopienia Kozanowa bodajże 4 lata temu. Jak zwykle w okresie wiosenno-letnim po dużych opadach przybyło wody w Odrze. Ponieważ Kozanów jest położony na naturalnym polderze często dochodziło do jego podtapiania. Informacje z RZGW wskazywały na dużą falę powodziową i istniało niebezpieczeństwo ponownego zalania osiedla. Pewnego niespokojnego dnia, gdy fala przechodziła przez Wrocław, na osiedlu pojawił się Pan Prezydent i w świetle kamer ogłosił ex catedra, że miasto podjęło wszelkie starania zabezpieczające i Kozanów nie zostanie zalany. Po kilku godzinach woda zaczęła przelewać się przez wały. Podtopiło niżej położone budynki na osiedlu. Pan prezydent zniknął. Miasto nie wydawało żadnych oświadczeń. Akcję przeciwpowodziowa i zabezpieczającą dalszą cześć osiedla przed zalaniem przeprowadziło wojsko. Bez udziału Miasta.
    Tego typu przykładów zachowania się Prezydenta i kierowanego przezeń magistratu jest cała masa. Prezydent powołuje co rusz nowych wiceprezydentów i zleca im prowadzenie trudnych lub beznadziejnych zadań, po czym całą winę za brak sukcesu zrzuca na nich (kazus wiceprezydenta Janickiego i zarządzanie Stadionem Miejskim). Sam pozostaje poza wszelkim podejrzeniem. I z jego współpracowników, którzy siedzą cicho dostają niezłe synek tu w innych spółkach i podmiotach gminnych. To samo dotyczy osób, które się niesprawdziły na stanowiskach kierowniczych. Pod naciskiem mediów (znowu!) są odwoływane i pocichł obsadza się nimi inne stanowiska kierownicze. Nieustająco stosuje politykę „dobrego cara i złych bojarów” zapominając, że jako wybrany w powszechnych wyborach prezydent miasta osobiście odpowiada za wszystko, co się w mieście dzieje.
    Pan Prezydent realizuje wyłącznie wielkie projekty: Expo (ogólne i tematyczne), siedziba Centrum EIT, mistrzostwa europy, obwodnica autostradowa, europejska stolica kultury. Jakość tej pracy pozostawia jednak wiele do życzenia. W kwestii Expo Wrocław się skompromitował, centrum EIT nie trafiło do Miasta. Mistrzostwa i obwodnice załatwili inni politycy, ale Prezydent się chętnie do tego przyznaje. Jedyne prawdziwe osiągnięcie to ESK. Rzecz w tym, że w dużej mierze to pokłosie polityki poprzedniego prezydenta.
    „Dbając” o duże projekty zapomina się o najważniejszym, że miasto jako gmina ma zaspokajać potrzeby wspólnoty samorządowej. A z tym jest problem. Brak spójnej wizji rozwoju miasta, brak spójnej wizji rozwoju poszczególnych jego elementów strukturalnych (komunikacja). Pod rządami Pana Prezydenta Wrocław stał się niekwestionowanym liderem w tworzeniu wizji i planów. Że nic z tego dla miasta i jego mieszkańców nie wynika, to już inna, przemilczana, kwestia. Magistrat reaguje najczęściej wtedy, gdy ktoś skutecznie przeprowadzi akcje medialną (casus rozbudowy sieci tramwajowej na Nowy Dwór czy Psie Pole).
    Magistrat pod rządami pana Prezydenta nie jest w stanie realizować zadań uwzględniających interesy innych podmiotów (casus przepychanki z AMW o sporządzenie planu miejscowego dla Kępy Mieszczańskiej).
    Próby przeprowadzenia dużych operacji logistycznych w samym Mieście kończą się najczęściej operetką. Swego czasu magistrat ogłosił akcję ochrony dróg w mieście. Ruch tranzytowy prze miasto miał niszczyć drogi. Akcja została ogłoszona w związki z nasilającymi się mediach opiniami, że miasto nie dba należycie o drogi i mieszkańcy muszą jeździć po dziurach. Pierwszym genialnym pomysłem była próba wprowadzenia zakazu wjazdu do miasta dużych pojazdów. Oczywiście nikt w magistracie nie wziął pod uwagę licznych firm mających siedzibę w mieście, którym zakaz ten skutecznie utrudniłby prowadzenie działalności gospodarczej. O konieczności dowiezienia materiałów budowlanych na prowadzone lub projektowane budowy także nikt nie pomyślał. O ruchu tranzytowym to już szkoda pisać, skoro dla wrocławskich mostów nie było w okolicy żadnej alternatywy.
    Po skutecznym wyśmianiu genialnego pomysłu magistratu ten zaproponował kolejny – niech zainteresowani przeładowują ładunki na granicach miasta do samochodów o niższym tonażu. Znowu śmiechu było co nie miara. Kolejnym, już wdrożonym, pomysłem było ograniczenie godzin, w jakich tranzyt ciężarowy mógł przemieszcza się przez miasto. Co to miało wspólnego z ochroną nawierzchni dróg do dzisiaj niewiadomo (a to miała być przyczyna działań magistratu), drogi były rozjeżdżane nadal, tylko co parę godzin. Przez miasto przetaczały się całe konwoje ciężarówek. Oczywiście o parkingach dla tego typu pojazdów przy granicy miasta nikt nie pomyślał, więc ci którzy mieli pecha dojechać do granic miasta nie o tej porze co trzeba, parkowali gdzie mogli skutecznie utrudniając ruch innym użytkownikom dróg wjazdowych do Miasta.
    Problem rozwiązał się sam w chwili oddania do użytku obwodnicy autostradowej. Ale akurat Miasto (jako magistrat i Prezydent) z tym nic już wspólnego nie miało.
    Prezydent zafundował sobie lokomotywę promocyjną w postaci klubu piłkarskiego Śląsk Wrocław i znowu kończy się to pokazem nieudolności (rozstanie z Polsatem).
    Od kiedy Prezydent jest prezydentem jeszcze się nie zdarzyło, że Miasto oficjalnie przyznało się do jakiegokolwiek błędu (casus zniżek dla studentów w komunikacji miejskiej i sposób zachowania się rzecznika prasowego Miasta).
    Do tego wszystkiego dochodzi nadużywanie stanowiska i wykorzystywania Miasta do osobistych celów Pana Prezydenta. Ewidentnie wykorzystując stanowisko budował sobie zaplecze polityczne o skali regionalnej krajowej (stowarzyszenie Polska XXI, ruch Prezydenci do senatu). Naruszeniem zasad funkcjonowania samorządu terytorialnego było zbudowanie pod sztandarem własnego nazwiska ruchu politycznego w celu wprowadzenia radnych do sejmiku województwa. Tym samym prezydent miasta nieformalnie steruje opozycją w innej jednostce samorządu terytorialnego jaka jest województwo samorządowe. Odrębność samorządu Miasta Wrocławia i Województwa Dolnośląskiego stała się fikcją.
    We wszystkich własnych wypowiedziach pan Prezydent chwali się skutecznością w pozyskiwaniu inwestorów. Nie sposób ocenić prawidłowość tak podawanych informacji mając na względzie przyjętą przez magistrat politykę informacyjną (a w zasadzie dezinformacyjną). Po drugie wypowiedzi te budzą wątpliwości, gdyż podawane cyfry nijak się mają do rzeczywistości. Poza tym nie wiadomo ile w tym jest zasługi Prezydenta, a ile skutków innych przesłanek.
    Na koniec trochę więcej subiektywizmu. Wizja miasta Pana Prezydenta i moja cokolwiek się rozmijają. Moim zdaniem swoim postępowaniem pan Prezydent zabija to co we Wrocławiu jest najważniejsze – poczucie swobody.
    Wiele osób przyjeżdżających do Wrocławia z innych miast lub stron Polski mówi to samo – to się swobodniej oddycha. Nie ma takiej presji społecznej na zachowanie się, ubiór, itp. Swoje robi także przestrzeń Miasta. Festung Breslau ma także w tym udział. Na to poczucie swobody składa się wiele czynników. Wymieszanie ludności po wojnie spowodowało, że we Wrocławiu nie było ustalonych norm społecznych. Napływ ludzi z różnych kultur i społeczności dało także pewien efekt tolerancji na odmienność. Liczne place, zieleńce, skwerki dawały poczucie przestrzeni. Miasto nie dusiło się w sobie.
    Dziś magistrat całą swoja energie poświęca merkantylnej stronie funkcjonowania gminy, a przy najmniej takie sprawia wrażenie. Liczy sie pieniądz i inwestor. I prestiż. Rauty, bale zaproszeniowe. Ścigamy Warszawę Kraków i Poznań razem wzięte. Zamiast targowisk (systematycznie likwidowanych) buduje się hale kupieckie, bądź też poprzestaje na dyskontach i supermarketach.
    Funkcjonowała we Wrocławiu Wyspa Słodowa jako miejsce spotkań i odpoczynku studenckiego. W samym centrum miasta, a jednak trochę jakby z boku. Enklawa wolności. Samo z siebie powstało coś w rodzaju Hyde Parku. Koło siebie przebywali przedstawiciele najróżniejszych subkultur. Do żadnych ekscesów nie dochodziło. Oczywiście, jako miejsce spotkań braci studenckiej i to w większej ilości, Wyspa powodowała pewne kłopoty dla magistratu. Czysto to tam nie było. Zdarzały się także osoby nieźle podchmielone lub po prostu pijane. Niestety nie pasowała do wizerunku Miasta (wg magistratu). Miasto zlikwidowało problem wprowadzając zakaz nocnego wstępu i spożycia alkoholu (kwalifikując wyspę jako teren zielony). Studenci rozeszli się po innych miejscach. Miasto stało się znowu bardziej przyładzone. I duszne.
    Pan Prezydent odbudowuje ducha 19-wiecznego miasta – miasta kupców i pieniądza.
    Właśnie magistrat wymyślił przebudowę fragmentu nadbrzeża przy urzędzie wojewódzkim sam beton. W zasadzie to trafnie puentuje Prezydenta – betonuje on nam miasto i umysły…
    I na koniec „pretensja” mocno osobista. Nie lubi on rowerzystów. Po prostu skandal! W mediach występuje jako propagator ruchu rowerowego, a ja jest? Zob. http://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,gdanskie-nowinki-rowerowe-zostawiaja-wroclaw-daleko-w-tyle,wia5-3266-17945.html.
    Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    Nie jest. Jest prezydentem fatalnym. Uważam, że zaprzepaszcza on potencjał mojego miasta.

    4. Spójnej polityki (wielu, niestety instytucji) przywrócenia miastu Odry. Rzetelnego informowania mieszkańców o planach magistratu względem miasta. Poparcia ze strony lokalnego biznesu dla lokalnego sportu. Dobrego skomunikowania z Warszawą. Rozbudowy sieci tramwajowej.

  27. Sukces ekonomiczny Wrocławia potwierdza jego wysoka pozycja w najnowszym rankingu wynagrodzeń. Drugie miejsce (ex aequo z Gdańskiem) po Warszawie, a przed Poznaniem, Krakowem i Szczecinem: http://www.wynagrodzenia.pl/dla_mediow_1.php/wpis.123

  28. A pozostałe sukcesy potwierdza jeden z największych spadków satysfakcji z miejsca zamieszkania – patrz Diagnoza Społeczna 2013 http://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,spada-zadowolenie-z-zycia-we-wroclawiu-coraz-bardziej-denerwuja-nas-decyzje-lokalnych-wladz,wia5-3266-17499.html

  29. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?
    Lubię za:
    – za ludzi, za przyjaciół którzy jak nic innego trzymają mnie tu
    – lubię za przestrzeń urbanistyczną niemieckiego Breslau, piękne śródmieście z wysokimi kamienicami ciągnące się kilometrami, za względny porządek urbanistyczny
    i estetyczny
    – za nadodrzańskie wały i za samą Odrę oplatającą miasto ze wszech stron, za parki – każdy inny, stylowy
    – lubię za rowerzystów mknących po całym mieście w niemałej ilości, za coraz lepszą infrastrukturę rowerową
    – za specyficzny klimat miasta, nie krakowski z jego bagażem historii, wpływów kościoła, turystyczny; nie warszawski – wielkomiejski, z zapachem sukcesu, lanserki i kasy ale specyficzny klimat wrocławski, niespieszny, bez nadęcia, napuszania, spiny, serdeczny, po prostu klimat luzu
    – za festiwale filmowe i kino nowe horyzonty z dobrym repertuarem
    – za dynamikę rozwoju, ciekawe zmiany tkanki miejskiej, skok infrastrukturalny ostatnich lat
    – za położenie: na przepięknym Śląsku, blisko gór jak i rzut beretem od Berlina

    Nie lubię za:
    – prowincjonalny sposób myślenia rządzących, niewsłuchiwanie się w głos mieszkańców i środowisk opiniotwórczych dotyczący rozwoju miasta, priorytetu wydatków budżetowych,
    – marnowanie publicznych pieniędzy, kolesiostwo, obsadzanie stanowisk w spółkach miejskich osobami przypadkowymi,
    – nieefektywną, źle zarządzaną i nieprzyjazną komunikację
    – przymykanie oczu na poczynania środowisk skrajnych („niezauważane” od wielu lat marsze NOPu z wykrzykiwaniem rasistowskich, ksenofobicznych haseł w „salonie miasta”, ataki na squaty, ciche przymierze z kibolami Śląska wspieranego przez miasto, mafię taksówkarską itp)
    – częste kiepskie projekty modernizacyjne polegające głównie na betonowaniu czy tez kostkowaniu przestrzeni miejskiej w ramach remontów ulic, skwerów itp

    2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?
    tak, myślę ze na tle innych dużych polskich miast to jednak dobre miejsce do życia

    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    Rafał Dutkiewicz był dobrym prezydentem kiedy wiele lat temu zaczynał swoje urzędowanie w Ratuszu, miał świetny pomysł na to piękne ale zapuszczone i niedoinwestowane wtedy miasto. Po latach rządów Rafał Dutkiewicz nie jest już niestety dobrym gospodarzem. Mam wrażenie ze przestał „czuć” Wrocław, stracił kontakt i nie potrafi prawidłowo ocenić potrzeb mieszkańców. Zmarnował niemalże absolutny kredyt zaufania dany mu przez ludzi.
    Podejmuje coraz więcej złych decyzji, nie potrafi przyznać się do błędów, uparcie obstając przy swoim mimo krytyki zewsząd.
    Jest dla mnie niemal podręcznikowym przykładem na to jak władza potrafi zepsuć ludzi.

    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?
    – nowego pomysłu na miasto, strategii rozwoju
    – festiwalu muzycznego na miarę Nowej Muzyki czy off festivalu z Katowic i większej publiki na wydarzenia klubowe
    – knajp z dobrym jedzeniem
    – rynku pracy dla kreatywnych, których jak odkurzacz wysysa Warszawa

  30. 1. Dlaczego lubisz/nie lubisz Wrocław?
    2. Czy Wrocław to dobre miejsce do życia?
    3. Czy Rafał Dutkiewicz jest dobrym prezydentem?
    4. Czego ci najbardziej we Wrocławiu brakuje?

    Ad. 1.
    We Wrocławiu mieszkam od urodzenia. To moja „mała ojczyzna”. Czuję się najpierw wrocławianką, później dolnoślązaczką, a dopiero potem Polką. Z racji tego zależy mi na moim mieście i moim rejonie bardzo. Na ich zrównoważonym rozwoju – w pełnym tych słów znaczeniu.
    Trudno więc bym Wrocławia nie lubiła. Lubię go za kwartały kamienic, za Ostrów Tumski i Ogród Botaniczny, za sporą ilość kawiarenek, gdzie można posmakować różnych.. smakowitości. Bardzo lubię to, że mamy DCF i Kino Nowe Horyzonty, bo nagle dostęp do bardziej ambitnego kina stał się łatwiejszy (i na przeciętną kieszeń – dzięki tanim dniom). Lubię piękne, stare wrocławskie mosty i parki. I Halę Stulecia wraz z okolicą. Lubię to, że blisko stąd na Ślężę i do wyższych gór, blisko do niemieckiej granicy i pięknego Goerlitz, i do granicy czeskiej i do Pragi w 5 h pociągiem. I pewnie o czymś zapomniałam 😉

    Niestety, rośnie lista spraw, za które nie lubię… nawet nie tego miasta, ale tych, którzy nim zarządzają. Lista spraw fatalnych jest długa:
    – stare, pozapadane chodniki,
    – wysokie krawężniki i inne bariery, nie tylko dla niepełnosprawnych,
    – kiepskie oświetlenie lub jego brak w wielu miejscach, co prowadzi nie tylko do niskiego poczucia bezpieczeństwa, ale przede wszystkim do realnej groźby rabunku, czy innego przestępstwa w takich miejscach (zamiast w światła tam, gdzie ich nie ma, urzędnicy wydają pieniądze na monitoring, który w wielu, jeśli nie większości przypadków, zawodzi),
    – źle zarządzany, czy wręcz niezarządzany Rynek i okolice: ilość malpek i żabek przeraża, coraz większa ilość zupełnie pijanych ludzi rzygających w samym sercu miasta z powodu dostępności taniego alkoholu (przytoczone sklepy) i zapewne z powodu taniuśkich knajp 24godzinnych -> krótko mówiąc Rynek bardziej już przypomina Pasaż Niepolda i przestaną się na nim zjawiać ludzie, którzy do późnych godzin nocnych lubią kulturalnie wypić i porozmawiać, a nie upijać się w sztok (kiedyś nocne życie w Rynku tak źle nie wyglądało). No i oczywiście: kluby go-go wysyłające panie z różowymi parasolami, by „łowily” klientów. „Salon miasta”, o którym mówił Zdrojewski i obecny prezydent to już niestety nie jest;
    – masowo wycinane drzewa, w roku 2012 – prawie 10 tys., tendencja jest mocno rosnąca. Ostatnio szczególnie bulwersująca była wycinka drzew przy PKS’ie i takie szczegóły: urzędnicy nie pochylili się nad stuletnim dębem i nie zrobili niczego, by go ochronić przed wycinką, po prostu wydali zezwolenie; zgoda została wydana na początku tego roku, a dopiero później był projektowany nowy plan dla tego terenu; wszystkie wnioski, a potem uwagi społeczników i mieszkańców, by zostawić teren zielony i istniejące drzewa od ul. Borowskiej spotkały się z odmową. Dopiero teraz wiadomo, dlaczego. A do tego wiele innych nieuzasadnionych wycinek, brak przesadzania, czy przesuwania drzew (woli ku temu), mimo że koszty byłyby po stronie inwestorów, a duże drzewa są wartością samą w sobie i są bardzo cenione przez wielu mieszkańców;
    – brak odtwarzania i tworzenia alej we Wrocławiu. Właściwie jedyne, co mamy, to niedobitki po Niemcach, co rusz uszkadzane (choćby na Powstańców: a to zrobienie lewoskrętu, a to przeniesienie przystanku, etc). Ewentualnie sadzenie drzew zupełnie niepasujących do skali ulicy (maleńkie klony kuliste na ogromnej obwodnicy śródmiejskiej – ul. Armii Krajowej);
    – burzenie kamienic w celu poszerzania ulic – fałszywie rozpoznane potrzeby i niepotrzebne niszczenie żywej historycznej tkanki tego miasta, ogromnie skrzywdzonego już przez samą wojnę, a potem rządy tzw. komunistów;
    – burzenie zabytków poprzemysłowych – cukrownia na Klecinie, Browar Piastowski (częściowo), rzeźnia przy Legnickiej (pod galerię handlową!!! :/) i wiele innych. To jest niszczenie dziedzictwa, ale także miejsc z potencjałem, zaprzepaszczanie możliwości;
    – betonowanie placów (przy kościele Marii Magdaleny, placu Nowy Targ, w planach: bulwary Kaczyńskich i Dunikowskiego) – ogólnie: kompletna nieumiejętność do tworzenia miejsc przyjaznych, zielonych, sprzyjających ludzkim interakcjom;
    – brak dialogu z mieszkańcami, kompletna ignorancja, jeśli chodzi o wsłuchiwanie się w potrzeby mieszkańców, w głosy niezależnych ekspertów i organizacji społecznych, a do tego fasadowe działania, typu budżet obywatelski, który jest właściwie konkursem na granty i robiony po prostu „pod publiczkę” (przecież niedługo wybory…); ustalanie godzin konsultacji społecznych, np. planów miejscowych na 15:30, co eliminuje większość zainteresowanych, bo to pora, kiedy jeszcze pracują; do tego dyskusje publiczne zawsze są w urzędzie, urzędnicy nie wychodzą do mieszkańców, nie jadą w miejsca, których plan ma dotyczyć;
    – regularne odmawianie dostępu do informacji publicznej, mnożenie przeszkód, przerzucanie się pismami, brak transparentności działań „władzy”; ustalanie ważnych miejskich inwestycji (np. ŚTP) w tajemnicy przed mieszkańcami, a później stawianie wszystkich przed faktami dokonanymi (mimo zrobienia fasadowych konsultacji społecznych), a także nieujawnianie planów dotyczących zagospodarowywania małych części Wrocławia (np. placu Gepperta)
    – zarzynanie komunikacji zbiorowej: likwidowanie linii, skracanie linii, zmuszanie ludzi do przesiadek tam, gdzie wcześniej nie były one konieczne, mniejsza częstotliwość kursowania, ogólnie: za niska, nie wcielanie w życie własnych (magistrackich) wytycznych zawartych w Polityce Transportowej (nowa polityka, zwana p. mobilności dopiero co weszła w życie);
    – fasadowe sprzyjanie rowerom, niewdrażanie w życie (lub wdrażanie za wolno) Polityki Rowerowej; brak woli, by rzeczywiście ułatwić rowerzystom jazdę do i po centrum, być może dużą rolę gra tu strach przed kierowcami;
    – chodniki zawalone autami, brak konsekwencji w egzekwowaniu przepisów (niezliczone ilość miejsc, gdzie powinno parkować równolegle do chodnika, na ulicy, a wszystkie auta parkują „na jodełkę”, a SM udaje, że nie widzi. Zawalone autami chodniki są nieprzyjazne dla mieszkańców, którzy chcą lub muszą być pieszymi, utrudnia to również otwieranie restauracji, czy kawiarenek, bo są małe szanse, że wiele osób dojdzie do takich miejsc (że będzie im się w ogóle chciało chodzić w tak nieprzyjaznej przestrzeni);
    – zamknięcie na noc Wyspy Słodowej i urządzeniem jej działania bez konsultacji, bez wysłuchania użytkowników wyspy, wedle magistrackiego pomysłu i logiki. Generalnie: zawłaszczenie przez urząd miejsca publicznego, mimo protestów;
    – brak dbania o zabytkowe tramwaje – sprawa ruszyła się dopiero po tym, jak projekt na WBO2013, który dotyczył tych pojazdów, zdobył finansowanie w głosowaniu, ale ideału nadal nie ma. Bez odpowiedzi zostaje pomysł organizacji społecznych, by w likwidowanej zajezdni Dąbie stworzyć m.in. muzeum tramwajów;
    – a propos zajezdni: zła decyzja likwidowania zajezdni może doprowadzić do kolejnego okrajania miejskiej komunikacji. „Władza” zachowuje się tak, jakby nie wiedziała, że sprawna i szybka komunikacja zbiorowa jest warunkiem funkcjonowania dużego miasta;
    – zbytnie sprzyjanie inwestorom, polegające na tym, że zmienia się dla nich plany miejscowe (zwłaszcza wtedy konsultacje społeczne są fikcją) i pozwala na wszystko (budynki za wysokie do skali Wrocławia, likwidowanie zieleni, budynki za wielkie kubaturowo jak na Wrocław, kolejne galerie handlowe niszczące ulice, nie pozwalające na odrodzenie się ulic o charakterze handlowym, co skazuje nas na ulice pełne banków i dyskontów), jednocześnie mając głosy mieszkańców zwyczajnie „gdzieś”;
    – coraz większy chaos urbanistyczny, fragmentaryczne, małe plany miejscowe, zwykle tworzone pod inwestora, bo jest „potrzeba”; tworzone nawet wtedy, gdy istnieje plan dla takiego terenu, dla dużo większego terenu (łączy się to z poprzednim punktem). Do tego brak jakiejkolwiek kontroli nad architekturą miasta, przez co poza realizacjami dobrymi i bardzo dobrymi, mamy (i to w samym centrum lub okolicach) realizacje tragiczne, kiczowate, obniżające standard danej części miasta, nie pasujące do niej;
    – kolejka linowa zamiast kładki nad Odrą;
    – szkodliwe plany dla największego terenu zielonego w mieście – pól Osobowickich,
    – pozwalanie na rozlewanie się miasta i pozwalanie na dyktat deweloperów; brak mądrej polityki mieszkaniowej, wyprzedawanie majątku gminnego z nastawieniem na szybki zysk, bez długofalowego myślenia;
    – fasadowy program 100 kamienic, zbyt wolne remontowanie budynków, często tylko elewacji, podczas gdy w środku cuchnie moczem; przeznaczanie na to zbyt małej ilości pieniędzy; łączy się to mocno z brakiem polityki mieszkaniowej i wyprzedawaniem majątku;
    – sponsorowanie WKS Śląsk, podczas gdy na wiele potrzeb mieszkańców prezydent mówi: nie mam drukarni pieniędzy…;
    – wszechobecne kolesiostwo (http://portwroclaw.pl/?p=1169);
    – i wiele innych….

    Ad. 2. I jest, i nie jest, z powodów wymienionych wyżej.

    Ad. 3.
    Jest bardzo złym, aroganckim, a do tego zużytym prezydentem. Jest osobiście odpowiedzialny za wszystkie minusy, jakie wymieniłam wyżej i nic z tym nie robi. Zawsze się wytłumaczy (nieważne, że nieudolnie), nigdy nie przyzna się do błędu, nie przeprosi. Jego rządy są autorytarne i choćby z tego powodu należy je odrzucić. Przykre jest, że we Wrocławiu brak ludzi, którzy byliby na tyle odważni, by rzucić wyzwanie prezydentowi (niekoniecznie ze środowisk politycznych, a może przede wszystkim nie z tych środowisk).

    Ad. 4.
    Tanich połączeń lotniczych do Gdańska i Warszawy, szybszych połączeń kolejowych do miast polskich, niemieckich i czeskich, miejsc pracy dla wykształconych za godziwy zarobek, tworzenia nowych parków i parkoogrodów, sadzenia nowych szpalerów drzew i alej, nowej polityki mieszkaniowej (obejmującej wspieranie tych, którzy chcą budować: kooperatywy mieszkaniowe, małe spółdzielnie, etc, budowanie nowych budynków komunalnych pod wynajem dla klasy średniej, która nie chce zaciągać kredytów na 30 lat, odnowę istniejących gminnych lokali i budynków), bezpiecznych i szybkich dróg rowerowych, odpowiadania na przyziemne problemy mieszkańców, zamiast zajmowania się pijarem i wielkimi wydmuszkami, no i przede wszystkim mądrego, odważnego prezydenta, który zna znaczenie demokracji obywatelskiej, dla którego najważniejsi będą mieszkańcy i ich dobrostencja, a nie interesanci z wielką kasą (pieniądze są potrzebne Wrocławiowi, ale raz, że trzeba umieć o nie zawalczyć, dwa, trzeba umieć postawić granicę, żeby czyjś zysk nie był wypracowywany kosztem żyjących w tym mieście ludzi).

    PS Robienie Wrocławiowi dobrego pijaru w mediach ogólnopolskich szkodzi tak naprawdę temu miastu i nam, mieszkańcom, bo konserwuje obecny szkodliwy układ (nawet brak prawdziwej opozycji w radzie miejskiej, radni to w większości „semafory”, brak sporu, brak dochodzenia do kompromisów – bo nie trzeba). Mam nadzieję, że wreszcie zacznie się dostrzegać bolączki tego miasta, skutki złych decyzji lub wręcz wstrzymywania się od nich, z korzyścią dla nas – wrocławian tudzież wrocławiaków 🙂

  31. Ta głupot sukcesy wyróżnia sie różnic różnić haha najważniejsze atrybuty jak w Łodzi Manufaktura

css.php