Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

21.03.2016
poniedziałek

Wrocław szuka tożsamości

21 marca 2016, poniedziałek,

Wroclaw_0Wrocław, w tym roku Europejska Stolica Kultury, ma obsesję tożsamości. Chyba dlatego, że ciągle jej po prostu nie ma.

Brzmi to jak paradoks, bo przecież Wrocław wyróżnia się wyraźnie na tle innych polskich miast. Kiedy jednak tę różnicę próbować zdefiniować, staje się kolażem różnych wrażeń i odprysków.

Wroclaw_3

Z prezentacji dr Barbary Pabian

O wadze tożsamości dla Wrocławia doskonale świadczy rozwinięcie definicji kapitału kreatywnego, jaką sformułował Richard Florida w swej koncepcji klasy kreatywnej. Florida mówi o 3T: talencie, tolerancji, technologii. Prezydent miasta Rafał Dutkiewicz dodaje jeszcze czwarte T: tożsamość. To znamienne, bo badania socjologiczne wyraźnie pokazują, że we Wrocławiu kwestia tożsamości zawsze była kwestią polityczną, zdominowaną – czy to w okresie PRL, czy to już w wolnej Polsce – przez władzę.

Trudno się dziwić, Wrocław jest miastem, w którym na skutek wojny i zmian geopolitycznych doszło do całkowitej wymiany ludności. W niemiecką, mocno zniszczoną substancję materialną wprowadzili się Polacy, rozpoczęło się trudne zagospodarowywanie obcej przestrzeni. Z badań dr Barbary Pabian wynika, że wrocławianie do dziś nie wytworzyli miejskiej, wrocławskiej tożsamości, ciągle pierwszą ich identyfikacją jest tożsamość narodowa.

Kwestia tożsamości staje się jednak coraz ważniejszą kwestią miejskiej debaty publicznej, władza traci monopol na definiowanie dyskursu. A kiedy do dyskusji aktywnie włączają się obywatele, okazuje się, że wiele wykreowanych mitów pryska.

Bo Wrocław żywi się wieloma mitami, najsilniejszy chyba mówi o wrocławskiej wielokulturowości. Inny karmi się odwołaniami do lwowskiego dziedzictwa mieszkańców, choć poza pomnikiem Fredry i Ossolineum aż tak wiele związków z polskim Lwowem w mieście nie widać. Co więc najbardziej określa Wrocław dziś?

Jednym z takich czynników jest niemieckie dziedzictwo, które zlewa się w jedną masę bez rozróżnienia na historyczne okresy. Ono jest, choćby przez architekturę, ciągle obecne i jednocześnie ciągle nie ma sposobu, żeby historyczną niemieckość miasta wprowadzić do współczesnej tożsamości jej mieszkańców. Antyniemieckość jest zaszyta w miejskim genotypie i uaktywnia się, gdy np. wybucha dyskusja o upamiętnieniu nadburmistrza Georga Bendera. 81 proc. mieszkańców uważa, że nie ma zdarzeń w okresie sprzed 1939 r., które należałoby pamiętać.Wroclaw_1Jak w takim razie kształtuje się powojenna pamięć zbiorowa wrocławian? Tylko połowa (51 proc.) jest w stanie wskazać wydarzenia godne zbiorowej pamięci. To powódź 1997 r. – 48 proc. wskazań, Euro 2012 – 31 proc. Na trzecim miejscu plasuje się Kongres Eucharystyczny i wizyta Jana Pawła II w 1997 r.

Prawie nieobecna jest pamięć Solidarności – 10,6 proc., choć przecież po Gdańsku był to najważniejszy bodaj punkt oporu w okresie stanu wojennego i lat 80. Ale jak mówią eksperci, nie udało się doświadczenia bezpośredniego przekształcić w symbole krążące w komunikacji zbiorowej. Prościej: Solidarność nie była sprawą intelektualnej elity, która nadałaby doświadczeniu moc organizującej wyobraźnię narracji. W Gdańsku stało się inaczej i Solidarność stała się ważnym elementem współczesnej tożsamości miasta.Wroclaw_2Trudno żeby było inaczej, skoro najkompetentniejsi w operowaniu symbolami ludzie kultury praktycznie nie uczestniczą w debacie o tożsamości miasta. Jest ona zdominowana przez władzę i aktywnych obywateli.

Wroclaw_5

Z badań dr hab. Katarzyny Kajdanek

Mieszkańcy odwzajemniają się godnie ludziom kultury, bo wśród najważniejszych postaci dla Wrocławia pojawiają się osoby władzy, Tadeusz Różewicz plasuje się na 4. miejscu, a niejakiego Jerzego Grotowskiego, do którego pielgrzymowali fani teatru z całej Europy, nie ma w ogóle.

To znamienny wynik w kontekście trwającej Europejskiej Stolicy Kultury. Jak nie mniej znamienne jest to, że połowa mieszkańców nie była w stanie wskazać ważnej postaci.Wroclaw_7Badacze problemu wrocławskiej tożsamości dochodzą więc do konkluzji wyrażonej na poniższym slajdzie pochodzącym z prezentacji dr Barbary Pabian:Wroclaw_8Materiał wideo z warsztatu o wrocławskiej tożsamości, jaki odbył się 16 marca w ramach projektu Foresight Społeczny Wrocław 2036/56, dostępny poniżej. W spotkaniu uczestniczyli dr hab. Katarzyna Kajdanek, dr Barbara Pabian, dr Jacek Pluta i dr hab. Mateusz Błaszczyk z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawe, tym bardziej, że jestem z Wrocławia. Poczucie wykorzenienia i więzi wyobrażeniowe, „narodowe”. To by odpowiadało wykwitowi nacjonalizmu i szownizmu we Wrocławiu. Na ile jest powszechne? Subiektywnie w moich kręgach czegoś takiego nie ma. Bardzo jestem ciekaw zagadnień metodologicznych, jak były zbierane dane. Mam wrażenie, że się do jednego worka wrzuca kilka spraw. Po pierwsze, badanie najwyraźniej odnosiło się do tożsamości „masowej”. Czy można o takiej mówić? Jak można mieć pretensje do przedstawiciela „mas”, że nie zna kogoś (Grotowski) z bardzo, bardzo elitarnej kultury? Po drugie, jeśli chodzi o zainteresowanie historią, to mam wrażenie — znów subiektywne — dokładnie odwrotne niż wynika z badań: wielu młodych ludzi bardzo interesuje się historią Wrocławia i akceptuje — zna — jego niemieckość (czeskość, austriackość — też). Jest też dowód na to:
    http://dolny-slask.org.pl/, dolnoslaskie.fotopolska.eu. Proszę popatrzeć ile jest zdjęć i ile osób je ogląda i komentuje.
    Czy jest ktoś taki jak „przeciętny” mieszkaniec? Zależy z kim rozmawiać.

  2. Jestem Wroclawianinem. Interesowala mnie historia Wroclawia i bylem ciekaw wroclawskiej „kultury”, gdy zyli tutaj Niemcy. Odkrywalem Wroclaw po przez literature ks. Peikerta „Festung Breslau” jak i wspomnienia ludzi, Polakow zyjacych we Wroclawiu przed wojna. Sluchalem opowiesci bylych czlonkow wroclawskiego kola Zwiazku Polakow w Niemczech ( Rodlo), a powojennych zalozycieli Towarzystwa Milosnikow Wroclawia. Miasto to zawsze bylo konglomeratem kultur i jezykow. W czasach niemieckich pasowalo do roli „lepszej dzielnicy Berlina”. Pozostawiajac po tych czasach architektoniczne dziela Mendelsona, Gropiussa. Po wojnie, przyjelo barwna mase Polakow kresowych, oraz wszystkich tych, ktorzy szukali nowego domu. We wroclawskim teatrze, to nawet Hamlet zaciagal spiewnie po boryslawsku – mowilo miejscowe powiedzenie. Dzisiaj, po przez kontynuacje wladzy samorzadowej ; Zdrojewski -. Dutkiewicz – Wroclaw stal sie swiatowa metropolia, stojaca mocno na nogach swojej historii, otwartosci, renesansu wartosci europejskich. Jest to tez metropolia unwersytecka. Piekne, przepiekne miasto …. i wspaniali pogodni ludzie …. mnostwo zieleni i wiele mostow laczacych, a nie dzielacych mieszkancow Wroclawia

  3. Szanowny Panie redaktorze

    Wroclaw ma tozsamosc. Sa nia ludzie zaczynajacy zycie po okrucienstwach II WS. Okaleczeni wojenna trauma wroclawianie chcieli zyc w spokoju i zaczynali zycie od nowa w poniemieckim miescie. Nalezeli do nich profesor Hirschfeld profesor Bross czy Andrzej Waligorski. Wsrod wroclawian byli zolnierze wykleci szukajacy schronienia wsrod repatriantow. Wiekszosc z wroclawian nie przepadala za wladza ludowa. Sporo z nich skrycie marzylo o wyjezdzie z socjalistycznej ojczyzny. Zrobily to ich dzieci i zareagowaly masowa emigracja na transpokoleniowa traume. Dlatego nie mozna mowic ze Wroclaw nie ma tozsamosci. Wroclaw jest dla mnie najciekawszym z polskich miast. Ten kto zna historie jego mieszkancow nigdy nie napisze ze jest miastem bez tozsamosci.

    Slawomirski

  4. Podzielam opinię Sławomirskiego. Jestem mocno związany emocjonalnie z Wrocławiem, mimo że moi rodzice, urodzeni w latach 30-tych, przybyli do tego miasta dopiero w latach 60-tych. Podziwiam „wielkość” tego miasta i jego klimat. Duży wkład w budowanie jego współczesnej tożsamości ma niewątpliwie pokolenie moich rodziców i następne generacje, które cenią bogate dziedzictwo historyczne sprzed 1945 roku. Różnorodność wzbogaca.

css.php