Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

30.07.2015
czwartek

Rowerem przez mniejsze miasta

30 lipca 2015, czwartek,
Kontrapas_w_Radomiu

Kontrapas w Radomiu. Zdjęcie: Firebwoy – Praca własna. Licencja CC BY-SA 4.0 na podstawie Wikimedia Commons

Tarnów ma 60 kilometrów ścieżek rowerowych, Biała Podlaska niemal dziesięć razy mniej. A jak się jeździ w innych miastach Archipelagu?

„Trzysta metrów to nie jest tak mało. Nie ma niczego zdrożnego w tym, że ona ma tylko 306 metrów” – tak w rozmowie z naszemiasto.pl Andrzej Kostyński, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg, komentuje ścieżkę powstałą w 2014 roku w Bielsku-Białej, jedną z najkrótszych w Polsce. Całe szczęście, że gdyby któryś z mieszkańców chciał pojeździć na bielskich trasach nieco dłużej niż minutę, może udać się na pozostałe 23 kilometry dróg rowerowych. Brzmi świetnie, to w końcu przeszło 70 razy więcej, ale czy w kontekście potrzeb mieszkańców wartość ta powinna robić jakiekolwiek wrażenie?

Rządzący byłymi miastami wojewódzkimi ogłaszają kolejne kilometry oddawanych do użytku ścieżek rowerowych. Niestety, dopiero porównanie z większymi miejscowościami daje pojęcie o tym, jak naprawdę funkcjonuje się rowerzystom w Mieście Archipelagu. Rowerowa stolica Polski, Gdańsk, ma obecnie 450 kilometrów tras. Na tysiąc mieszkańców przypada tam prawie cały kilometr ścieżki. To 8 razy więcej niż w przeszło stutysięcznym Wałbrzychu.

Podobnie jest w Nowym Sączu i Chełmie – tam identyczny dystans musiałoby dzielić aż 10 tysięcy mieszkańców, a wszystkie miejskie drogi przeznaczone dla rowerów dałoby się przejechać w pół godziny. Do grupy wyjątkowo ubogo wyposażonych w trasy można zaliczyć jeszcze Sieradz (8,3 km), Ciechanów (6,7 km) i Białą Podlaską (6,7 km).

Nieco lepiej radzi więc sobie Bielsko-Biała ze swoimi 24 kilometrami. Na tyle dobrze, by otwarto tam wypożyczalnię rowerów miejskich. Szkoda tylko, że otwarcie stacji nie pociągnęło za sobą rozbudowy infrastruktury – między poszczególnymi punktami często nie da się przejechać inaczej niż jezdnią lub chodnikiem.

Na czele stawki plasuje się Tarnów, którego 60 kilometrów tras w tym zestawieniu wygląda imponująco. Nieco wymuszone oklaski należą się też Suwałkom (44 km), Częstochowie (51,9 km), Koszalinowi (46,2 km) oraz Jeleniej Górze (41 km). W każdym z tych miast można cieszyć się jazdą po ścieżkach przez nieco ponad dwie godziny. Człowiek ma nawet szansę się zmęczyć. Należy jednak traktować statystyki z przymrużeniem oka i zawczasu przygotować się na kubeł zimnej wody, bowiem według GUS „(…) długość ścieżek położonych po dwóch stronach drogi jest liczona odrębnie”. Tabele nie uwzględniają informacji, ile dróg podbija statystyki.

znaki_bielsko_biala

Czasem, jak tu, w Bielsku-Białej, rowerzysta musi zostać pieszym. Zdjęcie: Dominik Kaim, wydzialkomunikacji.blogspot.com

Nie zawsze długość trasy przekłada się na komfort jeżdżących. Rowerzyści załamują ręce – nad pomysłami urzędników i wykonawców, którzy często posługują się zasadą „najlepszy sposób na problem z rowerzystami to zrobić z nich pieszych”. Na ścieżkach ni stąd, ni zowąd wyrastają ławki (występujące często parami), słupy znaków drogowych, barierki niemające nic wspólnego z bezpieczeństwem, a nawet przewężenia przypominające bramki do wydłużania kolejek. W takim otoczeniu nagłe i niespodziewane zakończenie trasy na jezdni wydaje się niewinnym przeoczeniem.

Coraz więcej jeżdżących jest zdania, że w ich miastach nie ma ani jednego kilometra, który mógłby zostać uznany za wzorcowy. Przyczynia się do tego rodzaj stosowanej nawierzchni. Niestety, wciąż króluje kostka brukowa. Miasta, w których ustępuje innym materiałom choćby w połowie, są rzadkością. We Włocławku długość asfaltowych, wygodnych ścieżek to 2,4 km, wszystkich razem jest 17 razy więcej. W Elblągu wcale nie weselej – tam stosunek wynosi jeden do czternastu na niekorzyść asfaltu.

Na filmie: droga rowerowa w Ostrołęce, przy ulicy Witosa, ma kolor szary, chodnik – kolor czerwony. Zwykle jest na odwrót.

W tej całej ignorancji okazywanej przez władze miast cieszyć może fakt, że w „byłych wojewódzkich” coraz prężniej działają organizacje i osoby prywatne zajmujące się dialogiem dotyczącym dostosowywania miasta do potrzeb rowerzystów. Nie boją się wytykania błędów i informowania mieszkańców o fuszerkach. Mają odwagę powiedzieć, że zrobione byle jak to prawie tak samo jak niezrobione. Walczą z cięciem kosztów, chaosem chmur znaków drogowych, dopasowywaniem remontów i budowy dróg tylko dla potrzeb kierowców, trasami powstałymi przez zwykłe dostawienie znaku do chodników, ścieżkami budowanymi w bezsensownych miejscach w celu podbicia statystyk.

Niestety, do porozumienia droga daleka, co pokazuje przykład Elbląga, gdzie w tym roku zlikwidowano społecznie pełniony urząd oficera rowerowego, przeciwstawiając się tym samym ogólnopolskiej tendencji (oficerowie działają już we Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie, Gorzowie, Suwałkach i kilkunastu innych miastach). Obawiam się, że powołany zamiast niego pełnomocnik ds. kombatantów i współpracy z wojskiem może nie poprowadzić miasta na szczyt zestawienia w kolejnych latach.

Dominika Klimek jest słupską korespondentką projektu Miasto Archipelag – Polska mniejszych miast, realizowanego przez Wydawnictwo Karakter wspólnie z Tygodnikiem POLITYKA, Trójką i Instytutem Reportażu. Więcej o projekcie także na Facebooku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Tarnów nie ma 60 km ddrów, Tarnów ma 60 km normalnych ulic z zakazem jazdy rowerów i 60 km dziwnych białych pasów na zwykłych chodnikach, które tylko przeszkadzają pieszym!
    Ulice Tarnowa aż zapraszają do spokojnej i bezpiecznej jazdy rowerem. Ale nie – jest zakaz! Tarnów to jedno z najbardziej pseudorowerowych a w rzeczywistości antyrowerowych miast w Polsce, co jednocześnie świadczy o degrengoladzie i kompletnym sprowinjconalizowaniu się miasta (tu w rozumieniu pejoratywnym).
    Podobnież Częstochowa, Zwoleń – zakazać, zakazać, zakazać. Dla bezpieczeństwa oczywiście.

  2. 300 metrów ścieżki rowerowej w Bielsku-Białej w 2014 r. to może być wielkie osiągnięcie: wreszcie wystartowaliśmy.
    Pytanie: czy dalej lecimy?
    Są jakieś kolejne metry, albo choćby decymetry w budowie?

    Dobrze byłoby się dowiedzieć, skąd dokąd ścieżki w polskich miastach prowadzą i o co tu w ogóle chodzi.
    Raporty wymieniają długość ścieżek rowerowych, ale zdaje się, że nie mówią o sensie i systemie całości. Ścieżki są elementami systemu miasta, czy powstają bo tak akurat tu pasowało i był jakiś pieniądz do wydania ?
    Brak, oraz odwoływanie „oficerów rowerowych” kiepsko świadczą o sensie robienia ścieżek. Ścieżkę umie narysować projektant, choć jest to założenie ryzykowne, asfalt umie wylać asfalciarz, co powinno się udać. A kto wymyśla sens ścieżek? Odwołany/ nie powołany oficer od rowerów, który widocznie miastu nie jest potrzebny, czy może urzędnik od trawników i chodników jeżdżący do pracy autem?
    Radosne tworzenie ścieżek rowerowych jest bardzo proste i tanie: maluje się pasek na chodniku – i szlak rowerowy gotowy. Chodnik jest z płytek, płytki krzywe i połamane, rowerzyści mają poodbijane tyłki i odbite stawy, ale ścieżka jest. W terenie i w statystyce raportu.
    Ile w nich jest ścieżek zrobionych jak należy? Tego też się pewnie nie dowiadujemy.

  3. A najśnieszniejsze jest to że w miastach „archipelgau” wprowadzenie sensownej tj przyjaznej mieszkańcow infrastruktury pieszej (pieszy winien być najważniejszy) i rowerowej byłoby znacznie łatwiesze niż w naszych „metropoliach”. Przestrzeń tych miast aż się prosi o takie rozwiązania. Ale – uwaga – nie. Nie, bo nie. Robi sie „prawdziwom miejskoś”, a wychodzą same Kalisze.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Potwierdzam jako tarnowianin wpis Cyzyka, to klęska, a nie 60 km…. Typowy przykład, jak suche statystyki nijak się mają do rzeczywistości. Wgonili rowerzystów na chodnik, zmienili znak na „ciąg rowerowo-pieszy”, wyrementowali dzięki temu chodnik kostką z fazą, która po roku użytkowania jest totalnie pofalowana. W mieście są 3 porządne stojaki na rowery, wszystko inne to ‚wyrwikółka’.

  6. Oczywiście, że w małych miastach jest problem z tym, ale takie porównywania nie ma sensu, bo porównujecie rzeczy, których nie da się porównać, choćby biorąc ten Gdańsk.
    Widzę, że w tych małych miastach typu Ciechanów, Sieradz braliście pod uwagę tylko prawdziwe ścieżki rowerowe, typu wydzielona droga dla rowerzystów, ciąg pieszo rowerowy czy pasy dla rowerzystów w jezdni.
    Gdańsk podając swoją sieć ścieżek rowerowych zalicza też do nich ulice z uspokojonym ruchem, czyli takie gdzie prędkość dozwolona wynosi max 30 km/h, dlatego wychodzi im tak dużo kilometrów. Sami podają nawet obecnie nie 450, a 550km. Biorąc pod uwagę tylko typowe ścieżki rowerowe (bez ulic o prędkości max 30 km/h) to Gdańsk ma ich chyba około 185 km, a nie 550. To ciężko mówić, żę Gdańsk jest rowerową stolica z 185km ścieżek, jak Warszawa ma prawie 400km.
    Gdyby w miastach takich jak Sieradz czy Ciechanów wliczać też ulice z uspokojonym ruchem to nie miałby po 6-8km, ale pewnie z 40-50 km.

    http://www.rowerowygdansk.pl/start,168.html
    http://wrower.pl/miasto/dlugosci-sciezek-rowerowych-w-polskich-miastach,2044.html

  7. Ścieżki rowerowe robi się po to, żeby były ścieżki rowerowe. A te robi się po to, żeby były kolorowe raporty i wydane pieniądze Duńczyka, Holendra i Niemca, którzy za to płacą. Bo u siebie mają ścieżki rowerowe. Oraz: wzrost gospodarczy i najlepsze – innowacyjność.
    Innowacyjność jest tego rodzaju jak w przypadku ulic: rosnące przy nich drzewa napadają na kierowców i masowo ich zabijają. Dlatego zabija się zabójców kierowców – drzewa.

css.php