Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Portrety polskich miast - Portrety polskich miast - Portrety polskich miast -

24.11.2015
wtorek

Śmierć kaliskich cmentarzy

24 listopada 2015, wtorek,
bartosch

Grobowiec rodziny Bartosch z 1853 roku. Figura była alegorią Wiary, Nadziei i Miłości. Przetrwała pożar Kalisza i dwie wojny – zdewastowano ją w 2012. Zdjęcie: Filip Springer.

Kiedy je zakładano, leżały na obrzeżach miasta, dziś są właściwie w centrum – z rynku idzie się tu dziesięć minut. Ewangelicko-augsburski graniczy z katolickim, po drugiej stronie ulicy rozciąga się prawosławny. 

Wszystkie trzy wpisano do rejestru zabytków. W 1977 roku zostały zamknięte, chowanie zmarłych dopuszczono tu tylko w już istniejących grobach murowanych, w ciągu dwudziestu lat od wydania decyzji. Na niektórych nagrobkach w części katolickiej są jednak nowe tablice.

Na spacer po kaliskich cmentarzach zabrał mnie Maciej Błachowicz. Powiedział, że kaliskie cmentarze umierają. I że są dwa rodzaje umierania.

1. Śmierć ze starości

– Pan mówił, że jeżeli ktoś miał grobowiec na którymś z tych cmentarzy, to znaczy, że się wpisał w historię Kalisza.

Maciej Błachowicz: – Tak, ja sobie żartuję, że jak się czyta stare gazety, to się spotyka znajomych z cmentarza. Jest grobowiec, o którym się nic nie wiedziało, a tu się okazuje, że ktoś prowadził piekarnię, ktoś należał do towarzystwa wioślarskiego. Tu na przykład leżą kaliscy drukarze. Wydawali gazetę „Kaliszanin”, pięknie się to czyta, ci redaktorzy mieli poetyckie zacięcie. O cmentarzu pisali, że tu jest tyle drzew i kwiatów, że to wszystko aż nęci do śmierci. Zresztą na tym wzgórzu jest cała historia tego miasta w XIX wieku. W Kaliszu się powinno szczególnie o to miejsce dbać, bo to miasto XIX-wieczne nie istnieje, zostało spalone w 1914 roku. Ale z mojej perspektywy robi się niewiele, żeby to uratować.

– Ale miasto chyba ma jakiś program ochrony tych cmentarzy?

– PTTK organizuje kwestę i ją się przedstawia jako remedium na wszystko. Tymczasem z kwesty na jeden duży grobowiec zbiera się 2, 3 lata. W międzyczasie więcej rzeczy się rozleci, więc to jest tak, jakby ktoś na potężną ropiejącą ranę przykładał plasterek. Co roku pojawia się informacja, że kwesta osiągnęła rekordową kwotę, dzięki temu odnowiono takie a takie pomniki. A ja na przykład pokazałem, że grób, który wyremontowano z kwesty, już się rozleciał. Oczywiście trudno kwestę potępiać, ale ona powinna być elementem systemowego działania, a nie takim listkiem figowym. Tu jest grobowiec rodziny Müllerów, opuszczony, proszę zobaczyć, parę lat temu się zawalił. I każda zima przynosi kolejne zniszczenia.

– Pan wie o tych cmentarzach bardzo dużo. I chyba równie dużo dla nich robi.

– Wiem dużo, ale nie umiem ich uratować. Siedem, osiem lat temu wpadłem na pomysł, żeby tu sprzątać. Miałem swoich studentów, były duże grupy. Ich temat bardzo zainteresował. Sprzątaliśmy raz w tygodniu, nawet w wakacje niektórzy przyjeżdżali. I myśmy zaczęli właśnie tutaj, na cmentarzu ewangelickim. On był w stanie strasznym, to był trudny okres dla parafii. Bardzo wtedy liczyłem, że temu miastu zrobi się wstyd. Bo to jest dla mnie wyjątkowo nieuczciwe, że są tu zasłużone osoby dla tego miasta i nikogo to nie interesuje. Szczególnie kiedy stosujemy taką narrację, że to jest dla nas ważne, kiedy odwołujemy się do historii.

– I miastu zrobiło się wstyd?

– Miasto ma stałą odpowiedź: jest kwesta, a poza tym teren nie jest nasz. Z kolei parafii ewangelickiej ten cmentarz nie przynosi żadnego dochodu. Teoretycznie mogliby wnioskować o dofinansowanie, ale jest chyba taki sposób myślenia, że to nie jest ważne, że jeżeli ratować, to coś konkretnego. Kościół, dach. W tej hierarchii potrzeb cmentarz zawsze jest gdzieś na ostatnim miejscu. Parafia ewangelicka na przykład poprosiła o dofinansowanie, gdy mur cmentarza zawalił się na ulicę.

– Dlatego właśnie pan już nie działa tutaj tak aktywnie?

ewangelicki1

W tej części cmentarza ewangelickiego byli przez jakiś czas grzebani bezdomni i niezamożni ludzie. Za pochówek płaciło miasto. Zdjęcie: Filip Springer.

– Człowieka ogarnia taka specyficzna bezradność… Pisze się pismo do prezydenta i jest odpowiedź, że miasto dużo robi dla ratowania cmentarzy, bo wydało książkę na ten temat. Oczywiście, jest to forma kultywowania pamięci, ale to nie ratuje. My z kolei, ludzie, którzy się tym interesują, my potrafimy pokazać stan. Dokumentować. Nie mamy takich umiejętności twardych, napisania wniosku. Ja na przykład już nie potrafię zaproponować konstruktywnego rozwiązania, z ręką na sercu. Jeszcze czasem się porywam, co pewien czas sprzątamy. Nauczyciele przychodzą, są ci wszyscy społecznicy. Ale to za mało. Tablice odpadają, kruszy się to, każdego roku coś ulega zniszczeniu. Ten cmentarz ewangelicki już jest właściwie w stanie agonii.

Inny problem mamy na cmentarzach katolickich, w Kaliszu to świetnie widać. Cmentarz miejski, zabytkowy, jest ekskluzywny. Tylko że miejsca jest mało, więc trzeba je wygospodarować. No i wycina się drzewa, na Google Maps można zobaczyć, jaka jest różnica między ewangelickim a miejskim, ile drzew na miejskim wycięto. Poza tym stare groby są po cichu likwidowane. Jednego dnia jest grób, drugiego znika.

– Znika?

– Znika, bo ktoś wykupił to miejsce. Przychodzę na cmentarz i widzę, że na grobowcu rodziny zasłużonej dla Kalisza są zupełnie nowe tablice. Pokażę pani.

2. Śmierć z nadmiaru prestiżu

 

Maciej Błachowicz: – To jest cmentarz katolicki, miejski tak zwany, proszę zobaczyć, ilość pochówków się tu zwiększa.

– Wygląda… godnie.

– No, Kalisz nie był biednym miastem, teraz też jest dużo zamożnych ludzi. Ale proszę spojrzeć na tę drogę. To jest coś strasznego. Czy to w ogóle pasuje do dawnego cmentarza?

– No tak, kostka betonowa. Jak na podjeździe przed domem. I te groby, niemal jeden na drugim… Między niektórymi nie sposób się przecisnąć.

– Tak, bo jeżeli to jest użytkowane 200 lat, to miejsca nie przybywa. To się tak rozpycha… Tu jest klasyczny przykład tego, jaki jest stosunek do przeszłości. To grób pewnego doktora, on chciał zapisać majątek społeczeństwu, ufundować kościół, szpital dla ubogich, przytułek. Oddał pieniądze do banku, miały sto lat leżeć i procentować. Wiadomo, co się działo, nic z tego nie zostało. I proszę, jego grób został mocno okrojony. To właściwie jest już tylko tablica. Mnie tu najbardziej boli, że… Zmarli się tu rozpychają łokciami, żeby pokazać: ja tu jestem ważniejszy.

– Tego nie widać na pierwszy rzut oka… Ale rzeczywiście, tu grób do likwidacji, obok kolejny… A tutaj chyba była jakaś przebudowa?

– To grobowiec radnego miejskiego z początku wieku, tu była jeszcze niedawno jego tablica herbowa, jego zdjęcie, no i ja przychodzę i widzę coś takiego. Nowa tablica. Nowe nazwisko. W moim odczuciu nawet jeżeli te przebudowy są zgłaszane, to konserwator się wykazuje dużym liberalizmem. Często jest tak, że np. grób wykonany z cegły obkłada się marmurem. O, kolejny przykład, grobowiec z początku XIX wieku, wykonany z piaskowca, pomalowany na olejno i zasłonięty nowymi tablicami. Tu pierwotnie była pochowana rodzina M., nawet przebijają litery.

– Widzę jakiś paradoks w tym, że jest cmentarz, na którym są pochowani ludzie zasłużeni dla Kalisza, a teraz ci, którzy uważają się za zasłużonych dla Kalisza, tak bardzo chcą mieć fantastyczne miejsce pochówku, że wypierają tamtych.

– Tak, wypierają. No bo dlaczego ludzie chcą być chowani na cmentarzu miejskim? Bo to jest ekskluzywne miejsce. Cmentarz ewangelicki czy prawosławny się niedługo rozpadną ze starości, a z tym miejskim cmentarzem jest tak, że niszczy go jego prestiż. Po katolikach z XIX wieku zostanie mniej śladów niż po ewangelikach… Oczywiście to nie dotyczy takich ludzi, którzy byli bardzo zasłużeni, bo ich grobu nikt nie odważy się zlikwidować. Ale taki przeciętny grób może się pewnego dnia zniknąć. To jest sytuacja trochę bez wyjścia, bo jak nie ma rodziny, to pomnik się rozpada. Ja rozumiem, że czasem trzeba zlikwidować grób. Ale dlaczego się w ogóle likwiduje pamięć o człowieku, tablice się wyrzuca, zasłania, zamalowuje?

miejski

Cmentarz katolicki. Na wielu nagrobkach są tabliczki „Grób do likwidacji”. Nie wszystkie się rozpadają, niektórych po prostu nikt nie odwiedza. Zdjęcie: Olga Gitkiewicz.

– Mówił pan, że w Kaliszu jest wielu zamożnych ludzi. I nikt nie chce tutaj przekazać jakiejś kwoty na ratowanie tych miejsc?

– Niech sobie pani wyobrazi biznesmena czy polityka, który się chwali tym, że uratował zabytkowy cmentarz. Zupełnie czym innym jest: „Uratowałem zabytkowy pałacyk, dałem pieniądze na konserwację zabytkowej rzeźby”… A: „Dokonano konserwacji zabytkowego nagrobka”. Nie brzmi to dobrze marketingowo. Kościół do czegoś służy. Pałac, park też. A tutaj? Właściwie jedyne, co broni tego, to gdzieś tam obecny w naszej kulturze, ale chyba niewystarczający, szacunek dla ludzi zmarłych.

– Jak się tu rozglądam, to myślę, że ten szacunek trwa chwilę.

– Bo my żyjemy w wielu takich pozornych opowieściach. Na przykład szacunku dla zabytków. A z tym cmentarzem trudno się przebić. Bo ludzie chcą mieć po prostu ładne miasto, a cmentarz… o nim się pamięta pierwszego listopada.

***

Maciej Błachowicz – historyk, regionalista, wykładowca uniwersytecki, członek Kaliskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Towarzystwa Opieki nad Zabytkami oddział w Kaliszu, honorowy przewodnik PTTK.

*
Olga Gitkiewicz – redaktorka, dziennikarka, kieruje działaniami internetowymi i zespołem korespondentów w projekcie Miasto Archipelag – Polska mniejszych miast, realizowanego przez Wydawnictwo Karakter wspólnie z Tygodnikiem POLITYKA, Trójką i Instytutem Reportażu. Więcej o projekcie także na Facebooku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz, stracisz życie.

css.php