Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Portrety polskich miast - Portrety polskich miast - Portrety polskich miast -

8.05.2016
niedziela

Warszawa i Berlin. Różne i podobne

8 maja 2016, niedziela,
IMG_0382

Od lewej: Jan Olbrycht, Radosław Markowski, burmistrz Berlina Michael Müller i prezydenta Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas spotkanie w „Marzycielach i Rzemieślnikach”

Czy jest sens porównywać Berlin i Warszawę? Raczej nie, lecz wizyta burmistrza Michaela Müllera w Warszawie pokazała, że istnieje wiele tematów, którą mogą posłużyć za płaszczyznę rozmowy i wymiany doświadczeń oraz inspiracji.

To, co łączy Warszawę i Berlin, to tempo zmiany po 1989 r. W ciągu ćwierćwiecza oba miasta stały się metropoliami z całkowicie zmienioną strukturą społeczną. W Berlinie doszło do wymiany połowy mieszkańców, dziś jest to miasto wielokulturowe, czerpiące energię z rosnącego zróżnicowania tkanki miejskiej. Warszawa, w 1989 r. miasto jeszcze przemysłowe i w dużej mierze robotnicze, zastąpiła klasę robotniczą klasą kreatywną i ciągle jeszcze żyje rentą młodości: mimo że dwukrotnie mniejsza od Berlina, ma dwukrotnie więcej studentów.

Berlin jest poor but sexy. Warszawa mierząc PKB per capita generowanym w stolicy, jest od Berlina bogatsza. Berlin ma od 2014 r. strategię rozwoju do 2030 i dalekosiężną wizję roku 2050, kiedy ma już być miastem neutralnym dla klimatu. Warszawa swoją strategię tworzy. I właśnie temat strategii, a raczej przyszłości, jest dobrym punktem wyjścia podpatrywania, czego można się od sąsiada nauczyć.

Po pierwsze, kwestia strategicznej konsekwencji. Jak mówił Michael Müller na spotkaniu w „Marzycielach i Rzemieślnikach”, jeśli chcemy osiągnąć cel strategiczny, jakim jest neutralność klimatyczna w 2050, miasto musi zyskać kontrolę nad wytwarzaniem energii, co oznacza rekomunalizację spółek energetycznych, które zostały sprywatyzowane na fali neoliberalnego pędu prywatyzacyjnego.

Metropoliami takimi jak Berlin czy Warszawa nie sposób zarządzać w sposób technokratyczny, jak przedsiębiorstwami – są zbyt złożonymi organizmami społecznymi, co prowadzi do napięć o charakterze politycznym i proces polityczny jest jednym z niezbędnych wymiarów rządzenia miastem. Ale wobec coraz większego różnicowania się miejskiej społeczności i wynikającego stąd coraz większego zróżnicowania potrzeb oraz interesów tradycyjny proces polityczny oparty na demokracji reprezentatywnej nie wystarczy, bo nie zapewnia pełnej artykulacji miejskiej złożoności.

Nieobecne głosy dążą do uobecnienia w postaci choćby ruchów miejskich, akcji protestu i innych inicjatyw. Działania kontrdemokratyczne (by użyć określenia Pierre’a Rosanvallona) generują często innowacje polityczne i zarządcze, jak choćby budżet partycypacyjny, inicjatywa obywatelska, sondaż deliberatywny. Nie ma jednak gotowych recept, podkreślał Michael Müller. Partycypacja jest niezbędna, ale nie jest panaceum, rządzenie metropolią to ciągłe poszukiwanie, próbowanie i uczenie się na błędach. Tylko trzeba mieć odwagę się do nich przyznawać.

W Warszawie też oczywiście popełniamy błędy, czasem się na nich uczymy. Warto, by do tej nauki wykorzystać błędy berlińczyków – dobrze byłoby zrobić, choćby w kontekście trwających prac nad strategią 2030 dla Warszawy, wspólne warszawsko-berlińskie warsztaty.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. „Warszawa mierząc PKB per capita generowanym w stolicy”…
    ——–
    Raczej skanalizowanym w stolicy. W Warszawie mają siedziby (bądź zarządy) i płacą podatki firmy, które zarabiają w całej Polsce, a praktyka pokazuje, że CIT niestety nie jest odprowadzany proporcjonalnie do liczby zatrudnionych w danym regionie (jak powinien). Do Warszawy spływają podatki nawet od firm, których cała produkcja jest skoncentrowana gdzie indziej, vide PKN Orlen. A niedawno ogłoszono plany, żeby holding spółek Skarbu Państwa rozliczał się wspólnie. Ciekawe, w którym mieście?…Od czasu do czasu ministerstwo sonduje też reakcje na ew. przeniesienie do Warszawy zarządu KGHM.

    Druga sprawa to stopień koncentracji instytucji publicznych i czynników wzrostu w Warszawie właśnie. Mówiąc krótko, stawia to nas na antypodach wobec modelu niemieckiego, włoskiego czy hiszpańskiego. Również Wielka Brytania spluralizowała się, tyle że Londyn wcześniej na tyle urósł, że siłą rzeczy i tak dominuje. Ponadto w przeciwieństwie do niemieckiego, brytyjski przemysł w większości upadł. W efekcie przeważają usługi, zwłaszcza finansowe, skupione w londyńskim City.

    I tu zachodzi nieco paradoksalne podobieństwo do sytuacji w Polsce, bo też niestety we Wrocławiu nie ma siedziby Mercedesa, a w Krakowie BMW. Historię mamy taką, a nie inną. Tym większa rola Państwa, które jak na razie nie ma żadnego pomysłu na inne polskie metropolie (to be), poza Warszawą. Przenoszenie siedziby TK do Przemyśla, to rzecz jasna sprowadzanie tematu do absurdu. I o to chyba chodzi…Warszawa jest ikoną centralnej polityki historycznej (nie tylko w wydaniu PiS), a ogromna większość wyborców mieszka na tzw. prowincji. Wyborcy w „miastach regionalnych” (w każdym razie tych, które potencjalnie mogłyby się wybić na metropolitalność) to margines. Dlatego zwykle mamy alternatywę: zostawić wszystko w Warszawie (żeby było „sprawiedliwie”), albo wzmacniać ośrodki podregionalne kosztem regionalnych (jeśli już trzymać się tego ściśle hierarchicznego sposobu myślenia). Przykładem niech będzie utrącenie ostatnio przez PiS ustawy metropolitalnej. Poważnej rozmowy o dekoncentracji i decentralizacji nie ma.

css.php