Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Portrety polskich miast - Portrety polskich miast - Portrety polskich miast -

10.05.2014
sobota

Erbel do Ratusza! Czas na zmianę – w Warszawie i nie tylko

10 maja 2014, sobota,

Joanna Erbel, fot. Edwin Bendyk

W aktualnej „Polityce” tekst Marty Sapały „Wyznawcy Zmiany”:

Rośnie w siłę, zwłaszcza w dużych miastach, nowe pokolenie. Dla niego kasa, kariera, posiadanie są przereklamowane. Zamiast tego postulują aktywność i pracę społeczną, kolektywność i ekologiczność oraz naturalność we wszystkich możliwych dziedzinach życia.

To jednak tylko jeden z wektorów złożonego procesu, jaki zachodzi w Polsce, głównie w miastach. Niezależnie od tego, jak oceniamy polski boom edukacyjny, masa wykształconych młodych ludzi z aspiracjami – wielu z nich po doświadczeniach programów Erasmus i pracy na zmywaku – dziś wkracza na rynek pracy, zasilając mniejsze i lepsze „zakłady pracy” nowej, globalnej gospodarki. Jedni trafiają do centrów usług biznesowych, inni przedłużają status studencki, podejmując studia doktoranckie, jeszcze inni angażują się w aktywność w organizacjach społecznych, jeszcze inni mieszają wszystkie te poziomy: trochę pracują, trochę studiują, trochę badają, trochę angażują się w działalność społeczną i kulturalną.

Miasta stają się przestrzenią ekspansji różnych nowych praktyk społecznych, kulturowych, gospodarczych – część z nich opisuje Marta Sapała: powrót ducha spółdzielczości i wymiany, lokalność idzie w parze z hipernowoczesnością sceny młodych firm technologicznych, które w Krakowie czy Warszawie już wytworzyły złożone subkultury, z miejscami spotkań, imprezami. Inicjatywy te tworzą ludzie, którzy zazwyczaj byli jeszcze dziećmi, gdy władzę w polskich miastach obejmowali prezydenci kończący w tym roku trzecią, a nawet czwartą kadencję. Czy dostrzegają oni, jak bardzo zmienił się elektorat i jego oczekiwania?

Doświadczenie wynikające z prac nad „Portretami Miast Polskich” pokazuje, że świadomość tej zmiany nie jest głęboka. W Krakowie nowe, najbardziej dynamiczne środowiska narzekają, że są zupełnie niedostrzegane przez magistrat zadowolony z siebie i przekonany o sile naturalnych walorów miasta. W Warszawie dostrzeganie „nowego” ma charakter głównie instrumentalny, to i tak wiele. Chodzi jednak o więcej – żeby duch zmiany, nowej miejskości stał się duchem miasta/miast. Czas skończyć z polityką nadganiania, która prowadziła do coraz większego upodobniania się polskich miast do siebie i miast zachodnich: podobne stadiony, podobne fontanny multimedialne, podobne akwaparki, podobne galerie handlowe, podobne festiwale kulturalne.

Czas zacząć się twórczo różnić, budując na różnorodności Pokolenia Zmiany (nawiążę do tytułu tekstu Sapały). Czas więc też na zmianę w magistratach. Zbliżają się wybory samorządowe – czy po raz kolejny wygrają w nich ci sami prezydenci? Czy też np. we Wrocławiu Rafała Dutkiewicza zastąpi Grzegorz Schetyna, który być może wystartuje w wyborach? Chyba jednak, jeśli zmieniać, to na zasadzie „Bogota Change”, wymiany przedstawicieli establishmentu na nowych liderów, jak w Bogocie Antanas Mockus czy w Medellin Sergio Fajardo.

W Warszawie będzie okazja – do wyborów wystartowała Joanna Erbel, trzydziestoletnia socjolożka, aktywistka miejska, uosobienie Pokolenia Zmiany. Jednocześnie jednak na tyle świadoma miasta i miejskich problemów, że rozumie jego większą złożoność i to, że nie składa się ono z samych hipsterów, ekologów i zwolenników slow food, lecz zamieszkują je także emeryci, matki muszące walczyć codziennie o przeżycie, targając wózki z dziećmi przez warszawski tor przeszkód, czy w końcu też zwierzęta, którym należy się w mieście ograniczone choćby obywatelstwo.

Joanna wypowiada się w filmie Karola Jałochowskiego, jaki powstał na inaugurację cyklu „Portrety Polskich Miast”. Wówczas jeszcze nie było wiadomo o jej planach wyborczych.

Na koniec uwaga autora: niniejszy wpis jest wyrazem moich opinii, nie wyraża stanowiska redakcji

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Pani Erbel nie ma żadnych doświadczeń w zarządzaniu organizmem o tej skali – reperezentuje (czasem skutecznie i słusznie, a czasem nie!) jakąś grupę złotozielonej młodzieży oraz wsparcie medialne GW – szans na ratusz nie ma żadnych!!!

  2. Ale po co histeria z „matkami muszącymi walczyć codziennie o przeżycie”?

  3. „Rośnie w siłę, zwłaszcza w dużych miastach, nowe pokolenie. Dla niego kasa, kariera, posiadanie są przereklamowane. Zamiast tego postulują aktywność i pracę społeczną, kolektywność i ekologiczność oraz naturalność we wszystkich możliwych dziedzinach życia.”
    To młode pokolenie, albo za granicą , lub na śmieciówkach. Pozostali, którym kasa, kariera i posiadanie jest przereklamowane rodzice na stołkach zapewnili .

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wiec to bylo tak. Bociana …. szpak. A potem zaszla zmiana i szpak … bociana.

  6. „(…) czy w końcu też zwierzęta, którym należy się w mieście ograniczone choćby obywatelstwo.”

    Podobno gdzieś na świecie chcą dać prawa pseudo-obywatelskie delfinom oraz małpom. Czyżby kalka tamtych rozwiązań?

  7. „Czas więc też na zmianę w magistratach. Zbliżają się wybory samorządowe – czy po raz kolejny wygrają w nich ci sami prezydenci? ”
    System lokalny i krajowy jest taki ze nowi, z poza elit zadymiarzy stropianowo-Krk nie mają szans. Brak kasy, biedne zaganiane za groszem społeczeństwo, które w dużej mierze po prosty nie ma siły na nic innego oprócz przetrwania.
    A gdy to się czasem zdarza i oni naruszają interesy Właścicieli III RP, to są Urzędy Skarbowe, prokuratura, sądy i uprzejme dla władzy media. Jak to już się zdarzało

    Najlepiej to charakteryzuje zdjęcie ścieżki rowerowej z latania pośrodku

  8. @Adam T. – rozwiązania prawne może stanowić państwo, w Hiszpanii np. uznano ograniczone prawa małp człekokształtnych. Na poziomie miejskim chodzi o uznanie, że miasto jest strukturą funkcjonującą w ekosystemie. Warszawa jest dobrym przykładem, z łosiami wchodzącymi do pogranicznych dzielnic i niesławną historią łowczego miejskiego, który rozstrzelał biednego łosia w Ursusie, choć można wystarczyłoby go uśpić i wywieźć (jak już się udało zrobić następnym razem)

    @Adam 2222: idąc tropem Pańskiej myśli przemiany, jakie zaszły w Bogocie czy Medellin nie miałyby prawa się wydarzyć, ludzie jeszcze biedniejsi a system jeszcze bardziej skorumpowany

  9. Pomimo całej sympatii jaką darzę postulaty reprezentowane np. p. Erbel wielkich rzeczy jej nie wróżę. W Poznaniu był komitet ,,My Poznaniacy” i co? Grobeland wyciągnął jego lidera a sam komitet pomimo uzyskania prawie 10% głosów nie ma ani JEDNEGO REPREZENTANTA. Ot demokracja.
    Same postulaty zapewne zginą w morzu społecznej ignorancji, uwalone przez przerażonych wozityłków (,,lewactwo każe nam się tłuc rowerami”), utoną w braku kasy na kampanię (stare kanalie będą jej miały masę choćby od deweloperów w imieniu których zarządzają miastami).
    Tak, że oprócz hipsterii warszawskiej (i to nie całej bo duża część może głosować ale w swoich powiatach) raczej nie porwie ta ,,zmiana”.
    Tymi ,,prawami zwierząt” jestem autentycznie przerażony – gdy idę na trwnik

  10. @slawczan: jedna rzecz to wybory do Radym, druga prezydenckie – rządzą nimi inne ordynacje. Jeśli chodzi o trawnik – to chyba nie problem zwierząt i ich prawa do regulowania potrzeb fizjologicznych, co prawnych opiekunów zwierząt.

  11. Przeczytalam artykul o pokoleniu Zmiany w papierowej Polityce, ktoremu przewodzi, czy tylko dopinguje p. Erbel. Dla mnie to lokalny folklor miejski. Takie rozne spolecznosci, ktore wyznaja swoje prawdy nie sa niczym nowym, tez w Polsce. I chwala im za to. Inna rzecz ile z tego dzielenia sie (wszyscy w zachodnim swiecie z ulga dziela sie niepotrzebnymi rzeczami), uprawiania dzialek 1metr kw., wspolego smazenia – zostanie? Zbieranie za domem roslinek w ilosci 40 jadalnych gatunkow, ktore podobno jedzono w Oswiecimiu, a ktore sa jadalne, azeby jesc, czy ograniczyc produkcje rolna graniczy z aberracje. A naiwnosc zdania, ze szerokim lukiem omijaja produkcje z naklejka Bangladesz (zwlaszcza po pozarze) jest ogromnym bledem. Dzieki tej produkcji dziewczeta z Bangladeszu moga jakos utrzymac nawet za tego przyslowiowego jednego dolarawieloosobowa rodzine i nie pomoze to w ich warunkach pracy. Mam nadzieje, ze przyszla polityczka to zauwaza. Nawet piekna inicjatywa jak sadzenie w miescie bez zezwolen drzew, czy kwiatow, ktora popiera kandydatka nie moze miec nieuporzadkowanych ram.
    Miasto to nie komuna mlodych, ktora mozna obserwowac bez zadnych konsekwencji. To potezne, wielozadaniowe przedsiebiorstwo, z napietym budzetem, grupowymi interesami, na dodatek w Polsce ogromnie uwiklane politycznie.

css.php