Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Miejskie historie - Twoje miasto – twój wybór Miejskie historie - Twoje miasto – twój wybór Miejskie historie - Twoje miasto – twój wybór

18.09.2018
wtorek

Szczecin. Nieuchwytny, krzepnący duch miasta

18 września 2018, wtorek,

UM Szczecin, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0

Każda wyprawa do Szczecina to jakieś odkrycie. Jeszcze kilka lat temu nie czułem tego miasta, choć znałem je jeszcze z czasów dzieciństwa.

Dziś chyba zaczynam rozumieć jego charakter. Przed laty Szczecin wydawał mi się jednym z polskich miast, które są zbyt duże, by upaść, lecz zbyt małe, by dało się w nich normalnie żyć. Oczywiście, był to typowy pogląd przybysza z Warszawy, ale stołeczna arogancja korespondowała z autostereotypem, jaki podtrzymywali sami mieszkańcy takich ośrodków jak Szczecin lub Bydgoszcz.

Pisałem w POLITYCE o badaniach, jakie zrealizowano w Szczecinie 2010 r. w związku ze staraniami o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Opracowanie „Co z tą kulturą?” podkreśla siłę „negatywnego dyskursu o mieście”, czyli powszechnych w miejskim obiegu opinii, że „ze Szczecinem jest coś nie tak”. Autorzy raportu to „coś” rozpracowali w szczegółach, pokazując, że szczecinianom doskwiera brak tożsamości miasta, prowincjonalność i opuszczenie, brak wielkomiejskości, słabość i alienacja zaplecza społecznego, niemożność organizacyjna. Wystarczająco wiele niedostatków, by z kretesem przegrać w konkursie o ESK już w pierwszym etapie.

Miasto na ludzką miarę

Tak było niespełna przed dekadą, jeszcze cztery lata temu podczas prezentacji miasta w ramach cyklu POLITYKI „Portrety polskich miast” czuć było wyraźnie potwierdzenie dla wniosków z cytowanych badań. Mam wrażenie, że to już odległa historia. W środę 11 września miałem okazję prowadzić dyskusję o Szczecinie. Udział w niej wzięli Anna Augustynowicz, dyrektorka artystyczna Teatru Współczesnego, Roman Czejarek, z urodzenia szczecinianin, z zawodu dziennikarz radiowy, Marcin Galicki, prezes grupy Wspieram.to, i Piotr Krzystek, prezydent miasta. Punktem wyjścia do rozmowy była kampania „Codziennie Polskę TworzyMy”, pomysł miasta na obchody stulecia niepodległości w sytuacji, gdy bezpośrednio do czasów sprzed stu lat odwołać się nie można, bo z Polską i niepodległością nic wspólnego nie miały.

Nie dziwił entuzjazm Romana Czejarka czy Piotra Krzystka, bo w pierwszym przypadku mógł wynikać z sentymentu, a w drugim z urzędu. Już jednak Marcin Galicki żadnych ewentualnych powodów do nieszczerości nie miał, a także błyskawicznie potrafił zdefiniować zalety Szczecina zarówno z osobistego, jak i zawodowego punktu widzenia.

Te zalety wynikają z odwrócenia figury, jaką zacząłem opowieść: Szczecin nie jest zbyt duży, więc żyje się w nim wygodnie, i jest wystarczająco duży, by mieć w nim dostęp do wszystkich zasobów potrzebnych do rozwoju zaawansowanego nawet biznesu. Krótko: miasto na właściwą miarę.

Opinię młodego przedsiębiorcy, który wybrał Szczecin na miejsce do życia i rozwoju kariery biznesowej po kilku latach spędzonych w Berlinie, potwierdziła z innej perspektywy Anna Augustynowicz. Sama mówi, że przyjechała w 1991 r. zrealizować jeden spektakl, została do dziś. I nie myśli o zmianie miejsca, bo odkryła, że miasto jest wystarczająco inspirujące i intensywne, by móc w nim pracować artystycznie i kierować teatrem, proponując ambitny repertuar, który może liczyć na dobrą publiczność.

Nowa, stara tożsamość

Koniec więc z negatywnym autostereotypem? Oby, bo to ostatni moment na prawdziwe odzyskanie miasta przez jego mieszkańców i zakończenie procesu trwającego od 1945 r., naznaczonego niepewnością i licznymi traumami jednocześnie tworzącymi charakter lokalnej społeczności: lata „kolonizacji”, przełomy 1970, 1980, 1988 i 1989 r., postindustrialna transformacja. W końcu szczecinianie są w swoim Szczecinie, którego nie muszą odnosić, jak kiedyś pisała Inga Iwasiów, do żadnego innego miasta – nie jest już ani małym Berlinem, ani małym Paryżem, jest Szczecinem, z oryginalną miejską morfologią, z oryginalnymi instytucjami kultury i sztuki, oryginalną lokalną społecznością w momencie kulminacji rozwojowych zasobów materialnych i ludzkich.

W tej ciekawej kompozycji brakuje jednak jednego ważnego składnika – Szczecinowi nie udało się zbudować pozycji mocnego ośrodka akademickiego. Niezła jakość Uniwersytetu Medycznego nie rekompensuje słabości Uniwersytetu Szczecińskiego, którego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania w związku z reformą Gowina (a przynajmniej najbardziej o tę przyszłość obawiają się sami pracownicy USz, czemu dawali wyraz podczas prac nad reformą).

Uniwersytety pełnią w przestrzeni miejskiej funkcję heterotopii, w swej autonomii wyłączone z miasta jednocześnie mają na miasto wpływ poprzez swą kulturotwórczą energię, kadrę tworzącą miejską elitę, studentów kształtujących charakter miasta, w końcu bezpośrednie związki z miastem przez realizację projektów badawczych. Uniwersytet i, szerzej, sfera akademicka to dziś jeden z najważniejszych filarów metropolitalności miasta. Niestety, wymaga on długotrwałego pielęgnowania i hodowania, przy czym samo miasto ma w sumie najmniejszy wpływ na ten proces.

Przełamywanie niemożności

W tym kontekście niezwykle ciekawy jest przykład szczecińskiej Akademii Sztuki, która stała się jednym ze znaków rozpoznawczych Szczecina, swą ofertą przyciągając studentów z innych ośrodków, nawet Warszawy. Oczywiście, AS nie jest uniwersytetem, tylko uczelnią dość kameralną i o ograniczonym oddziaływaniu na miasto. Jej przykład pokazuje jednak, że bariery obiektywnych niemożności można przełamywać, jeśli jest dobry pomysł i dobra tego pomysłu realizacja.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
css.php